ZIELONA GÓRA: Za urzędową propagandę zapłacimy setki tysięcy

Informacje News Box News Slider

Miasto rozpisało kolejny przetarg na produkcję i kolportaż Łącznika Zielonogórskiego. Wydawnictwo, które zaburza medialny rynek w regionie, pozwoliło w ostatnich wyborach na wygraną ekipie Janusza Kubickiego. Od 2015 roku jest propagandową tubą urzędu miasta.

Przypomnijmy, że Łącznik został stworzony na potrzeby połączenia miasta z gminą wiejską Zielona Góra. I w tamtym okresie jego wydawanie miało sens. Na jego łamach gorąco zachęcano do połączenia i pojawiło się wiele ciekawych publikacji dotyczących korzyści jakie odniosą mieszkańcy po utworzeniu jednego „organizmu” samorządowego.

„Sierotka” i propaganda

Zgodnie z logiką, po połączeniu, gazeta, która zrealizowała swój cel, powinna zniknąć. Ale nic z tego. Korzyści dla władz z jej wydawania okazały się tak duże, że do dziś Łącznik ukazuje się w ilości około 60000 egz. i liczy 12 lub 16 stron. Oczywiście, koszty jego produkcji ponoszą mieszkańcy Zielonej Góry, którzy zrzucają się w kwocie co najmniej pół miliona złotych.

W Łączniku prezentowane są z reguły treści gloryfikujące miejscowe władze. Apogeum nastąpiło podczas ostatniej kampanii wyborczej, gdy na pierwszej stronie w roli „sierotki” zachęcającej do pójścia na wybory i wrzucającej do urny kartkę wyborczą, wystąpił sam prezydent Janusz Kubicki.

3 grudnia na stronie urzędu miasta pojawiło się kolejne ogłoszenie przetargowe. Przetarg zostanie rozstrzygnięty 11 grudnia i zgodnie z poprzednimi latami wygra go z pewnością ta sama firma. Projekt ma być realizowany w stu procentach ze środków własnych.

Kucharska–Dziedzic: To PRL-owskie standardy

Zielonogórscy politycy samorządowi nie pozostawiają suchej nitki na kontynuowaniu wydawania Łącznika. Radna Ruchu Miejskiego Anita Kucharska-Dziedzic komentując sprawę, wskazuje przede wszystkim na aspekt propagandowy rodem z PRL.

– Cóż, doktoryzowałam się, opisując zmagania polskich pisarzy z cenzurą i propagandą sukcesu, ich walkę o wolność słowa w PRL-u – mówi Kucharska-Dziedzic. – „Łącznik Zielonogórski” też byłby wdzięcznym obiektem badań nad współczesną propagandą. Z cenzurą „Łącznika…” Ruch Miejski miał do czynienia, kiedy ocenzurowano nasz tekst o Budżecie Obywatelskim 2018, usuwając fragment o nieprawidłowościach w BO. W „Łączniku…” publikuje dziennikarz widmo – Marian Tomiak, który nie istnieje. Może wstydził się pod własnym nazwiskiem? Samorządy mogą wydawać biuletyny informacyjne, ale „Łącznik” to nie biuletyn, lecz darmowa gazeta kształtująca opinię czytelników na temat sytuacji w mieście i naszych włodarzy. Nakład tej gazety to przecież jeden egzemplarz na dwójkę dorosłych mieszkańców. To ogrom kasy, porażający ogrom kasy. Za te pieniądze można by wydawać biuletyn i jednocześnie rozwiązać problemy Domu Samotnej Matki,  bezdomnych i schroniska dla zwierząt. Ale cóż, władza potrzebuje swojej gazetowej trybuny, a lud może zbierać kasztany, używane ciuchy i karmę dla zwierzaków.

Maćkowiak i Budziński: po co nam Łącznik, gdy brakuje pieniędzy

Grzegorz Maćkowiak i Jacek Budziński z Prawa i Sprawiedliwości podkreślają, że koszty produkcji Łącznika są kolosalne, a nie ma pieniędzy na dużo ważniejsze rzeczy.

– Zaczęło się bardzo niewinnie i z dobrymi intencjami. Przypominam, że w 2012 r. powołano Łącznik Zielonogórski do informowania mieszkańców o planowanym połączeniu miasta z gminą – przypomina Grzegorz Maćkowiak. – Dziś mija już 6 lat, a koszty wzrosły o ponad 7 razy do zawrotnej kwoty ponad 700 tys. zł. W tym roku czeka nas kolejny przetarg na wydawanie gazety. Myślę, że cena już nie gra roli bo idą wybory, więc sprawdzona i pewna informacja zawsze się przyda. Od lat postuluję zmianę na biuletyn informacyjny, który przekazywałby najważniejsze wiadomości o mieście. Wydawany przy okazji sesji rady miasta bo tam zapadają kluczowe decyzje z punktu widzenia mieszkańców. Myślę, że ograniczenie kosztów do ok. 100 tys. zł połączone z oszczędnościami w redakcji pozwoliłby zaoszczędzić ponad milion zł. Mamy tak wiele potrzeb, które latami czekają na realizację. Można wymieniać: Dom Samotnej Matki, schronisko dla zwierząt, dziury w drogach i chodnikach, niedoświetlone osiedla. Każdy z nas może coś dopisać bo potrzeby były i będą, a pieniądze publiczne muszą być szanowane.

– Łącznik zielonogórski jak sama nazwa wskazuje powstał w 2012 roku aby przekazywać informacje w sprawie połączenia Zielonej Góry z gminą – podkreśla Jacek Budziński. – Za chwile miną od połączenia cztery lata. W związku z tym, jaki jest sens wydawania Łącznika w takim nakładzie i za takie pieniądze, gdy brakuje ich chociażby na remont Domu Samotnej Matki? Łącznik powinien być przekształcony w zwykły biuletyn informacyjny dla mieszkańców wydawany raz, góra dwa razy w miesiącu. Obecnie to raczej tuba propagandowa prezydenta Kubickiego, jego ekipy i jego radnych. Przypomnę, że pieniądze na Łącznik to nie są środki prywatne, tylko publiczne.

Ile pieniędzy będą musieli dorzucić mieszkańcy do propagandowej puli na kolejny rok dowiemy się już 11 grudnia.

DANIEL SAWICKI

 

1 thought on “ZIELONA GÓRA: Za urzędową propagandę zapłacimy setki tysięcy

  1. Doskonały artykuł, brawo, Panie Grzegorzu, oby tak dalej dla dobra miasta by nie rzec nawet regionu. Świetna postawa radnych PiS, dobrze że choć tu mogą publikować ważne dla nas obywateli materiały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *