ZIELONA GÓRA: „Pompowanie” zadania, czyli obywatelskość za miliony

Informacje News Bar News Box News Slider

Jakie zadania ogólnomiejskie wygrają w tegorocznym budżecie obywatelskim? Możemy już podać wyniki. To zadanie nr 20: „I etap rozbudowy i modernizacji Kąpieliska w Ochli” oraz zadanie nr 24: „Remont i modernizacja betonowego kąpieliska miejskiego (vis a vis „Dzikiej Ochli” – po drugiej stronie drogi na Ochlę”. Głosowanie zakończone. Władza ma swój sukces, a mieszkańcy…?

Ktoś sądzi inaczej i ma jeszcze nadzieje? To lepiej przypomnijcie sobie słowa które w trzeciej części „Boskiej Komedii” czyli w rozdziale „Inferno” zawarł Dante Alighieri. Przypomnę: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie”. Te słowa pasują jak ulał do wszystkich, którzy mają jeszcze złudzenia i chcą rywalizować w głosowaniu. Zapomnijcie… Konfitury zostały już podzielone.

Politycy – społecznicy

Tym razem władza poszła na całość i chce zielonogórzanom urządzić z budżetu obywatelskiego prawdziwe Inferno – czyli piekło. Władza wymyśliła sobie, że jest tak bardzo obywatelska, że mimo, iż dostaje kasę (po 150 tysięcy na głowę każdego radnego Zielonej Razem), to sięgnie do pieniędzy, które były dotąd swoistą świętością. Pieniądze z budżetu obywatelskiego miały bowiem trafiać na zadania, za którymi lobowali nie politycy, ale obywatele. Politycy stali z reguły w drugim szeregu (jak np. Zbigniew Binek, czy Jacek Budziński) i dyskretnie pomagali lokalnym społecznościom.

Ale zielonogórski budżet obywatelski trafił w tym momencie do historii. I nie chodzi o to, że w poprzednich latach nikt nie mógł doliczyć się głosów, czy że oddawano je w taki sposób, że zaczęła się tym interesować policja. Teraz lokalni politycy przeistoczyli się w kilka dni w działaczy społecznych. Będą twarzami Budżetu Obywatelskiego. I mało ważne jest, że z obywatelskością nie ma to nic wspólnego. Liczy się cel. A celem są jesienne wybory. Dlatego przyspieszono cały Budżet Obywatelski. Zadania zgłoszone przez przedstawicieli władz, które przeszły weryfikację, są od początku szeroko eksponowane. Właściwie już dziś można zrobić i nagrać konferencję prasową i odtworzyć ją we wrześniu. Różnicy żadnej nie będzie, zmieni się tylko sceneria. A oddane głosy jakoś się dopasuje…

Pompowanie” zadania

Trzeba być bardzo naiwnym, aby sądzić, że działania wokół Budżetu Obywatelskiego są transparentne i przejrzyste. W tym roku od początku trwa bowiem pompowanie jednego zadania. Ale właściwie taka ustawka jest kompletnie niepotrzebna. Przecież głosy zawsze można dorzucić, albo dopisać przez internet. Wszystkie dane osobowe są przecież w urzędzie miasta.

W przeszłości bywało już, że nie można było doliczyć się oddanych głosów, nie mówiąc już o tym, że dochodziło do kombinacji danymi osobowymi. Uchwały nie ma, więc nie można jej zaskarżyć do wojewody. Nie istnieje w tak zwanym obrocie prawnym.

Jak będzie teraz? Zacznijmy od początku. Czy ktoś może jasno stwierdzić, kiedy zostały zweryfikowane i ogłoszone zadania do budżetu obywatelskiego? Na pewno nie był to dzień 1 czerwca, w którym miano oficjalnie przekazać tę informację. A tak zapewniał w rozmowie w dniu 30 maja z „Łącznikiem Zielonogórskim” pan Piotr Dubicki. Zastrzegał też, że nie może podać jakie zadania zgłaszali mieszkańcy. Tyle tylko, że wystarczy spojrzeć na BiP urzędu miasta i wejść w zakładkę budżet obywatelski. Widać tam dokładnie datę publikacji informacji na temat budżetu obywatelskiego. I nie jest to 1 czerwca, jak wskazuje w rozmowie z „Łącznikiem Zielonogórskim” pan Dubicki.

Zdajemy sobie sprawę, że rozmowę przeprowadzono z pewnością kilka dni wcześniej i opublikowano dopiero 30 maja. W momencie rozmowy pan Dubicki nie mógł podać tej informacji do publicznej wiadomości, ale okazuje się, że „wybrane” środowiska, zbliżone do urzędu miasta, wiedziały szybciej, co zostało zgłoszone i co uzyskało akceptację „niezależnej komisji”. Skąd to wiadomo?

Autor widmo

Na stronie ósmej piątkowego (ukazującego się z datą 1 czerwca) „Łącznika Zielonogórskiego”, czyli urzędowego pisma miejskiego, umieszczono artykuł, w którym na zdjęciu zobaczyć możemy radnych prezydenckiego Klubu Zielona Razem. Ilustrują artykuł, promujący wymyślone przez nich zadanie. To jedyny promowany w gazecie projekt. Inne, jak widać, nie zasługują na tak dużą promocje.

Artykuł chyba kogoś musiał boleć, bo podpisał się pod nim mityczny Zespół ds. Budżetu Obywatelskiego 2019. Czyli nie wiemy kto był faktycznym autorem tekstu…

Przy okazji wiemy jednak, że miasto Zielona Góra dołoży do tej inwestycji, bo nikt nie oszacował dokładnie kosztów. Mówi o tym w artykule Paweł Wysocki, wskazując, że to niemal normalna praktyka. Ciekawe tylko dla kogo normalna, bo kilka projektów zadań zostało wyrzuconych z listy ogólnomiejskiej z uwagi na przekroczony koszt. Ale przecież takie drobnostki radnych Zielonej Razem nie obowiązują…

Kogo obchodzą mieszkańcy…

Tyle tylko, że aby gazeta ze wspomnianym artykułem znalazła się w domach zielonogórzan w dniu 1 czerwca, to w drukarni musiała się znaleźć co najmniej dzień wcześniej. A jej skład musiał zakończyć się też odpowiednio wcześniej. Przygotowanie i redagowanie też tez ma swoje ograniczenia. 31 maja było Boże Ciało, więc nikt nie pracował. Kiedy więc prezydencki ośrodek propagandy wiedział o wynikach i kiedy zrobiono zdjęcie radnym cieszącym się, że ich projekt zostanie zakwalifikowany do BO?

Odpowiedź po części jest znana. Zdjęcie zrobiono w dniu słynnej konferencji w Ochli pod namiotem urzędu miasta, przygotowanej zresztą przez urząd. Już wtedy wiadomo było, że to zadanie przejdzie weryfikację, stąd też pstrykano takie fotki.

Wszystko pachnie więc ustawką i wiadomo, że zadania, które mają przejść i tak zostaną przegłosowane zgodnie ze wskazaną linią. Nie po to promuje się tak bogato jeden projekt, aby potem go nie realizować.

A mieszkańcy? A obywatelskość? A kogo to obchodzi…

DANIEL SAWICKI

Czy ktoś może jasno stwierdzić, kiedy zostały zweryfikowane i ogłoszone zadania do budżetu obywatelskiego? Na pewno nie był to dzień 1 czerwca, w którym miano oficjalnie przekazać tę informację. A tak zapewniał w rozmowie w dniu 30 maja z „Łącznikiem Zielonogórskim” pan Piotr Dubicki. Zastrzegał też, że nie może podać jakie zadania zgłaszali mieszkańcy.

Tyle tylko, że wystarczy spojrzeć na BiP urzędu miasta i wejść w zakładkę budżet obywatelski. Widać tam dokładnie datę publikacji informacji na temat budżetu obywatelskiego. I nie jest to 1 czerwca, jak wskazuje w rozmowie z „Łącznikiem Zielonogórskim” pan Dubicki.

1 thought on “ZIELONA GÓRA: „Pompowanie” zadania, czyli obywatelskość za miliony

  1. Przykładem nieprzemyślanej inwestycji w dziwny sposób przepchniętej i rozbudowywanej, mimo wyraźnej bezmyślności i niegospodarności samych założeń, jest boisko do futbolu amerykańskiego przy ulicy Botanicznej.
    Jest to program promowany na stronach BO, jako przykład spełniania marzeń grupy pasjonatów. Ideał wykorzystania BO.
    Z pozoru wszystko wygląda pięknie, jak samo boisko z lotu ptaka: około miliona wydane na sztuczną, zawsze zieloniutką, równiutką murawę, nowe zadaszone trybuny na 750 (!) kibiców, sztuczne oświetlenie… Nawet odcinek polbruku pod samą bramą obiektu.
    Czego brakuje do organizacji imprez dla tych 750 kibiców?
    ?
    Ano ubikacji, łazienek. Pan Prezydent stwierdził „Nie ma z tym problemu, zaplecze zapewni pobliska szkoła.”
    Pan prezydent jednak nie wie (?) że to nie są budynki szkoły tylko … Internatu
    … ZSiPKZ (dawnych „Wodzów”).
    Zapytacie – jaka to różnica?
    Ano taka, że kiedy na boisku trwa impreza, w szkole nie ma uczniów. Kibice z piwkiem nie kręcą się między nieletnimi, ubikacje i łazienki są puste. Od biedy, po imprezie, można je posprzątać przed lekcjami po weekendzie.
    W internacie w tym samym czasie mieszka jednak około 100 młodzieży (na weekend kilkadziesiąt) – i te ubikacje i łazienki – i tak wspólne na na korytarzach – są ich jedynymi ubikacjami i łazienkami.
    Wyobraźcie sobie Państwo udostępnianie własnych toalet 750 kibicom… Paskudne, prawda? A tak to z punktu widzenia mieszkańców internatu wygląda, Panie Prezydencie.
    Oczywiście, na czas meczu pojawiają się dwa toj-toje. No ale gdzie je można postawić skoro miejsce jest tylko pod murem, pod oknami internatu? Mecz w sobotę. 750 kibiców. Usunięcie toj-tojów w poniedziałek. 20-30 dziewczyn na pietrze przez dwie doby.
    Ale wyjdźmy z ubikacji na boisko. Niech owieje nas świeży powiew;)

    Dalej: po ostatnim dzwonku teren szkoły pustoszeje: zagospodarowanie pustego boiska szkolnego dla grup entuzjastów sportu to dobry pomysł.
    Jednak po tym samym ostatnim dzwonku w szkole, teren internatu zapełnia się uczniami.
    W artykule pod głównym zdjęciem chełpiącym się wyjątkowością budowy tego boiska w poprzednie edycji BO, jest napisane: „Na niezagospodarowanym dotąd terenie powstał na wskroś profesjonalny…”
    Kłopot w tym, że ten teren … zagospodarowali już Niemcy – Już za Adolfa było tu trawiaste boisko do piłki nożnej.
    Kłopot dla rzetelności strony miejskiej reklamującej BO …
    … i kłopot dla mieszkańców internatu , którzy po ostatnim dzwonku, na tym boisku grali w nogę z kolegami z sąsiedniej Bursy. U nas jest ponad 100 miejsc – tam ponad 200. Tutaj zawsze toczył się przynajmniej jeden mecz.
    Rzecz jasna likwidacja nieprofesjonalnego boiska do nogi na rzecz profesjonalnego boiska do futbolu, używanego przez drużynę Wataha na zmianę z komercyjnymi szkołami piłkarskimi, oczywiście po ostatnim dzwonku oznacza że 300 uczniów, mieszkających poza miejscem zamieszkania, poza rodzinami, młodzieży o ograniczonych regulaminami możliwościach organizacji czasu wolnego (w przypadku naszej szkoły, także brakiem sali gimnastycznej, poza salką wielkości i wysokości sali szkolnej) nie pogra już tu w nogę.
    Do tego parking – przestrzeń między trzema budynkami internatu, na której 15 samochodów to już jest manewrowanie na żyletkę. Można oczywiście stanąć jeszcze między drzewami (chodniki są już zajęte przez te 15 aut) – no ale do tego dodajmy 100 mieszkańców internatu i ewentualnie 750 kibiców.
    Ciasno. Niebezpiecznie. Nerwowo.
    Krótko o sprawach najważniejszych ale mało interesujących, Dotąd teren szkoły i internatu był hermetyczny – nikt obcy nie miał szansy tu przeniknąć.
    Teraz nie dojdziesz, kto jest tu faktycznie w związku z zajęciami na boisku, a kto w innym celu.

    I teraz: czy Miasto, oceniając zeszłoroczny projekt, nie mogło wydać tego miliona na boisko przy którejś SZKOLE?, Gdzie boisko ożywałoby po lekcjach? Albo w jakimś miejscu z łatwym dojazdem? Z możliwością parkowania? Może w okolicach CRS? Czy oba obiekty nie napędzałyby się nawzajem?

    Nie, Miasto planując wydanie miliona w 2017 nie wzięło ani tych 300 uczniów ani wygody dojazdu, parkowania, ani bezpieczeństwa pod uwagę. Zdaje się, że jedyne, co było brane pod uwagę, to promocja. A że na potiomkinowski sposób…

    Teraz Wataha planuje postawić trzy – cztery kontenerowe pomieszczenia na ubikacje, łazienki i przebieralnie dla drużyn – bo znów – gdzie się mają te byczki przebierać? Na korytarzu przez które przejść muszą do pokojów 16-17 letnie dziewczyny – jak podczas poprzedniego meczu?
    Jasne, że korzystanie z zaplecza internatu „jest (jak napisano w opisie projektu) mało komfortowe” pytanie tylko, gdzie staną te trzy cztery kontenery? Co znaczy „tuż przy boisku lub w najbliższej jego okolicy?”
    Najbliższa okolica wygląda tak: z południa – za płotem nie ma miejsca – jest droga a za nim strumień; z zachodu teren jest zalesiony i wznosi się – będzie kłopot z niwelacją, od wschodu stoi budynek internatu… czyżby więc od północy? teren równy, łatwy do przekopania – są na nim co prawda ostatnie dwa boiska szkoły, której sala gimnastyczna jest wielkości i wysokości sali do religii – jedno to piach z siatka do siatki, a drugie popękany beton do koszykówki (tutaj gdzieś kiedyś Miasto obiecywało szkole postawienie sali gimnastycznej) – ale czy to problem?
    Nie dla Pana Prezydenta, nie dla komisji.
    Być może plan zakłada zmieszczenie się na obecnym terenie boiska – nie ma na stronach BO dostępu do planów.

    Rzetelność i racjonalność oceny zeszłorocznego projektu budzi, w każdym razie moje subiektywne, obawy co do tegorocznych planów. Oto godna pochwały i sympatii inicjatywa dwudziestu-trzydziestu zapaleńców, przez niekompetencję skazana jest na ścieranie się z dwudziestu kilku oddziałową szkołą i internatem dla 1000 uczniów rocznie. Kto kogo zetrze? Może strony się dotrą – ale ile pary z tego miliona będzie szło w gwizdek?
    Ile miasto jeszcze wrzuci w ten wadliwy projekt?

Comments are closed.