ZIELONA GÓRA: Konfabulacje w majestacie prawa

Informacje Inne News Bar News Box

W tej sprawie jest więcej wątpliwości niż faktycznych ustaleń i przedstawionych faktów. Kilkakrotna zmiana zeznań, niespójne w czasie oskarżenia, a wreszcie dwie skrajnie różne opinie psychologiczno-psychiatryczne dają obraz kompletnej bezradności i słabości w działaniach i ocenach sądów. Skutek jest taki, że do więzienia trafił człowiek. Czy mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem spod znaku Tomasza Komendy?

Pięć lat będzie musiał spędzić Henryk w zakładzie karnym. Jak mówią jego najbliżsi „załatwiła” go pasierbica. Tworząc bajeczkę, pisząc pamiętnik pod ułożoną tezę, i przekonując do niej psychologów i biegłych.

– To totalna manipulantka i konfabulantka – oceniają ludzie, którzy mieli z nią kontakt.

Czemu zatem uwierzyli jej specjaliści i sąd? Można tylko spekulować.

Bez dowodów…

Henryk aniołem nigdy nie był. Relacje z kobietami i innymi bliskimi osobami do najlepszych nigdy u niego nie należały. Bo i Henryk miał problemy z ich budowaniem. Dlaczego? Prawdopodobnie w młodości musiał doznać krzywd. Może też był bardzo zaniedbywany… Dokładnie nie wiadomo, bo nikt nigdy nie pochylił się nad ta sprawą. Pewne jest jednak, że stąd u niego zaburzenia w ocenie rzeczywistości oraz osób, które go otaczają. A to przełożyło się potem na jego relacje rodzinne.

Tyle tylko, że od zaburzeń do czynów, szczególnie karalnych, droga jest daleka. A Henryka oskarżono o czyny poważne. Kłótnie małżeńskie, przemoc domowa, fizyczna oraz psychiczna sprawiły, że związek nie mógł wytrzymać próby czasu. Ale to, co zdarzyło się w następstwie tych czynów, stanowi już apogeum oskarżeń. Dodajmy, niespójnych i nie udowodnionych, bo oprócz opowieści jednej osoby, całkowicie nie popartych materialnymi dowodami. Dla sądu jednak wystarczającymi…

Zeznania bez logiki

Nie wiadomo czy z zemsty, czy też z innego powodu, córka Henryka oskarżyła go o molestowanie. Czyny lubieżne i wykorzystywanie małoletniej stały się powodem procesu, który po blisko 11 latach skończył się uznaniem przez sąd winy mężczyzny. Mimo że kolejne składy sędziowskie uwzględniały apelacje i zwracały sprawę do poprzedniej instancji sprawa toczyła się i zmierzała do fatalnego dla Henryka finału.

Na wokandę trafiła w 2007 roku. Wówczas, w marcu, na skutek oskarżeń, Henryk został zatrzymany. Na wolność wyszedł niemal po trzech miesiącach. W tym czasie gromadzono dowody i analizowano sprawę. Najcięższy zarzut, czyli molestowanie i wykorzystywanie seksualne nieletniej szybko stał się główną podstawą oskarżenia. Tyle tylko, że oprócz niespójnych zeznań samej poszkodowanej, nie było na to żadnych dowodów. Nikt niczego nie widział, nie słyszał… Żadnych oznak fizycznych, ani psychicznych. W szkole, gdzie nauczyciele z pewnością zauważyliby zmiany w zachowaniu dziewczyny, było jak zawsze – czyli zwyczajnie. Co ciekawe, oskarżenie pojawiło się gdy córka nie była już nieletnia, a część jej zeznań wyklucza się sama. Pokrzywdzona zeznała bowiem o sytuacjach, które działy się, gdy jej zdaniem miała skończone 16 lat. Nie ma więc wtedy mowy o przestępstwie przeciwko dzieciom.

Z aktu oskarżenia z dnia 31.12.2007 roku sporządzonego przez prokuratora Sławomira Grabowskiego możemy wyczytać, że:

„… w kwestii molestowania seksualnego Agnieszki G. jedynie pokrzywdzona i pośrednio Michał Ż. wskazują w swoich zeznaniach, że zdarzenia takie miały miejsce. Z zeznań świadków wynika, iż Agnieszka G. pomimo młodego wieku ma tendencję do kłamania i manipulowania otoczeniem. Jednakże pomimo pewnych sprzeczności w swoich zeznaniach konsekwentnie twierdziła, że była obiektem molestowania seksualnego.”

Ale słowa dziewczyny, nawet jeśli mało wiarygodne, szybko starał się uprawdopodobnić sąd. Prokurator miał więc szczególne wsparcie. Zaczęła się gehenna. Analizy biegłych, opinie psychologiczne, zeznania świadków, które w wielu miejscach poddawały w wątpliwość oskarżenie. Sprawa trwała sześć lat. Skończyła się dla Henryka wyrokiem drakońskim, bo 7 lat pozbawienia wolności.

Wybiórcza pamięć ofiary

Jak wynika z akt sprawy sposób prowadzenia postępowania przed sądem można ocenić jako kuriozalny. I jest to najdelikatniejsza ocena jaka sunie się na usta. Mimo że ustalono, iż pokrzywdzona może konfabulować na potrzeby uwiarygodnienia swojej opowieści, sąd przyjął jej osobiste wyznanie jako pewnik. Najdziwniejszym zapisem opinii psychologicznej, jest ten mówiący o kolejnych odsłonach z przeszłości, dokonywanych przez oskarżającą ojca dziewczynę. Mimo że w początkowych przesłuchaniach Agnieszka G. nie potrafiła szczegółowo opisać pewnych sytuacji, to w kolejnych etapach śledztwa, zeznając ponownie, „przypominała” sobie wszystko z detalami. Czy mogła być naprowadzana…?

Ale wątpliwości, co do prawdomówności rzekomej ofiary, miała nawet jej matka. Podczas postępowania kilka razy zmieniała w tej kwestii zeznania. Raz twierdziła, że nie wie nic o takich sytuacjach i nie podejrzewa męża o takie zachowanie, a innym razem zmieniała wersję na jego niekorzyść, bo jak twierdziła wcześniej była w szoku. Mimo wątpliwości sąd uznał za wiarygodne również jej zeznania…

Co ciekawe, biegłe z zakresu psychologii wydały skrajnie różne opinie na temat Agnieszki G. Sąd nie zlecił również, mimo wniosku obrony, badania seksuologicznego pokrzywdzonej, co było zalecane przez seksuologa i mogło przyczynić się do ustalenia nowych faktów.

Nie dopuszczono również dowodów z zeznań świadków obrony, którzy mieli sporą wiedzę na temat sytuacji życiowej Henryka i jego rodziny.

W tym momencie obrona Henryka stawała się bardzo ciężka.

Poszła śladem koleżanki?

Ale w 2016 roku pojawił się kolejny dowód w sprawie. I to dowód, który mógł mocno podważyć całą linię oskarżenia. Wymagał jednak analizy i dotarcia przez sąd do wskazanych przez obrońcę osób. Gdy prześledzi się ten wątek całej historii, ukaże nam się obraz osób, które są na tyle zdemoralizowane i perfidne, że prowadzący sprawę sędziowie oraz biegli mogą okazać się marionetkami w ich rękach.

Okazało się bowiem, że skarżąca ojca dziewczyna mogła zaczerpnąć pomysł pozbycia się ojca od swojej koleżanki z gimnazjum. Jak wynika z pisma adwokata, szkolna koleżanka Agnieszki G., oskarżyła wcześniej swojego ojca o takie same czyny jak zrobiła to córka Henryka. Sprawę ponoć wygrała i pochwaliła się tym Agnieszce G. Sąd analizował ten wątek po przysłowiowych łebkach. Wnioski jakie wyciągnął również zostały zinterpretowane niekorzystnie dla Henryka.

Oczekiwanie na kasację

Po wyroku skazującym z dnia 2 lipca 2017 roku adwokat Henryka nie złożyła broni. Przekonana o jego niewinności złożyła wniosek do poznańskiej apelacji o wznowienie postępowania. Ten jednak oddalono 24 maja 2018 r.

Mimo że jednocześnie złożono wniosek o kasację i wszyscy cierpliwie czekają na jej rozpatrzenie, łącznie Henryk musi odbyć karę pięciu lat więzienia.

W listopadzie Henryk został osadzony w więzieniu w Rawiczu. Czy osądzono niewinnego człowieka…?

 

DANIEL SAWICKI

 

 

 

2 thoughts on “ZIELONA GÓRA: Konfabulacje w majestacie prawa

  1. Z artykułu wynika, że nie tylko wymiar z Zielonej Góry , ale i z Poznania mają takie same zdanie na temat skazanego. WINNY, więc skąd wątpliwości. Czasy gdy T. Komenda był skazany , to prahistoria , teraz są inne czasy i sposoby , i ostrożność. Czy teraz każdy psychopata , bedzie probował wyjść na wilność na T.Komendę?

  2. chłopak Agnieszki wycofał z oskarżeń i poinformował Sąd o manipulacjach Agtnieszki

Comments are closed.