ZIELONA GÓRA: Kaliszuk miażdży platformersów, czyli otwarta wojna na szczytach władzy

Informacje News Bar News Box

Miasto odpiera zarzuty Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej dotyczące niewłaściwej realizacji inwestycji miejskich za pieniądze unijne. – Pan Kamiński podpisywał się pod dokumentami, a teraz opowiada, że coś jest nie tak? To kiedy mówił prawdę? – pytał ironicznie na konferencji prasowej wiceprezydent miasta Krzysztof Kaliszuk. Mamy już do czynienia z otwartą, bezpardonową wojną między Platformą Obywatelską, a obozem prezydenta Janusza Kubickiego. Kto ją wygra? Tego nie wiadomo, ale po drodze mogą być „ofiary”.

Dzień przed konferencją Krzysztofa Kaliszuka, członkowie koalicji obywatelskiej poinformowali że złożyli zawiadomienie do prokuratury w sprawie niewłaściwego realizowania inwestycji miejskich. Chodziło o rewitalizacje Doliny Gęśnika i Winnego Wzgórza. Dyrektor Regionalnego programu Operacyjnego Marek Kamiński i kandydat koalicji obywatelskiej na prezydenta Zielonej Góry Sławomir Kotylak uderzyli w urzędników miejskich i złożyli zawiadomienie do prokuratury.

Dokumenty z podpisem Kamińskiego

Dzień później do zarzutów odniósł się wiceprezydent Kaliszuk. Na konferencję przyszedł m.in. z Pawłem Urbańskim, szefem departamentu inwestycji i zarządzania drogami. Kaliszuk w ostrych słowach skomentował zarzuty polityków PO, a właściwie rozniósł ich argumentację. Co więcej, pokazał dokumenty dotyczące spraw, o których mówił, czym znacznie uwiarygodnił swój przekaz.

– Pan Kamiński sam podpisał pismo, w którym zezwolił na zmiany w inwestycji w Dolinie Gęśnika – powiedział m.in. Kaliszuk. – Pan Kamiński sam napisał, że wyraża zgodę na zmiany w projekcie rewitalizacji w Dolinie Gęśnika, w tym montowanie dodatkowych kamer na tym terenie.

Nie będą walczyli z kościołem

Kaliszuk odniósł się też do zarzutu, iż miasto posiadało wiedzę na temat odprowadzania nieczystości do Gęśnika i nie reagowało. Jak się okazało ścieki pochodziły z parafii Św. Alberta.

– Gdy się o tym dowiedzieliśmy natychmiast zwołaliśmy spotkanie z udziałem osób ze ZWiK oraz księdzem Zygmuntem Zimnawoda. – mówił Kaliszuk. – Jak się okazało, przez 20 lat parafia płaciła za odprowadzanie ścieków i nie miała świadomości, że trafiają one do Gęśnika. O całej sprawie dowiedzieliśmy się podczas prac rewitalizacyjnych. Nie znaleźliśmy winnego. Niestety, kiedyś tak wykonywano inwestycje stąd taki stan, jaki zastaliśmy. Jeśli Platforma Obywatelska chce nas namawiać na walkę z kościołem, to my się na to nie piszemy. Księża przez lata uczciwie płacili za ścieki.

Wiceprezydent pokazał też dokumenty, które świadczą, że prowadzone kontrole zamówień oraz prowadzonych inwestycji, w tym Parku Sowińskiego, przy ul. Salomei, w Kiełpinie oraz dodatkowego monitoringu w Dolinie Gęśnika, podejmowane przez urząd marszałkowski, wypadły pozytywnie. Podpisywały je osoby z departamentu zarządzającego środkami unijnymi, czyli dyrektora Marka Kamińskiego.

– Pytam się więc czy pani marszałek wierzy panu Kamińskiemu, który ma nadzór nad departamentem i który kontrolował nasze inwestycje, czy też panu Kotylakowi, który atakuje nas bez żadnych argumentów – zwraca uwagę Kaliszuk.

Szantaż, czy troska o pieniądze…

Kończąc swoje „show” wiceprezydent Kaliszuk posunął się chyba jednak o krok za daleko. Zasugerował, że miasto może wstrzymać przekazanie pieniędzy na loty zagraniczne z lotniska Zielona Góra-Babimost. Chodzi o niebagatelną kwotę 7,5 mln zł.

– Po tym co napisał i po uzyskanych przeze mnie wyjaśnieniach stwierdzam, że wiedza pana Kotylaka na temat zamówień publicznych jest żadna i powierzenie mu takich pieniędzy jest zbyt dużym ryzykiem – stwierdził wiceprezydent.

Słowa Krzysztofa Kaliszuka trącą lekkim szantażem i wiadomo, że Marszałek Elżbieta Polak nie wykona żadnego ruchu w stosunku do swojego dyrektora Sławomira Kotylaka. Trudno bowiem sobie wyobrazić, iż wiceprezydent Zielonej Góry miałby jej dobierać współpracowników.

Oczywiście Krzysztof Kaliszuk zawsze może tłumaczyć, że stoi na straży publicznych pieniędzy i dlatego nie chce ich przekazać niekompetentnym, jego zdaniem, urzędnikom marszałka. Tyle tylko, że ocena ich pracy nie leży w gestii i kompetencjach wiceprezydenta miasta.

DANIEL SAWICKI