ZIELONA GÓRA: Faux pas Janusza Kubickiego. Jak nieostrożny prezydent składał życzenia w sieci

Informacje News Box News Slider

Sprawne poruszanie się w sieci, a szczególnie po portalach społecznościowych, to jak się okazuje, spora sztuka. Możemy przekonać się o tym bardzo często, choćby bez namysłu klikając na jakąś podsuniętą ikonkę, albo zamieszczając w sieci bezmyślnie jakiś post. Dlatego ostrożność w dążeniu do jak największej popularności w internecie, jest ze wszech miar pożądana.

Co stanowi o naszej popularności w internecie? Stali użytkownicy facebooka i innych tego typu „zjadaczy czasu” jednym słowem odpowiedzą: ilość „lajków”. To dzięki temu „istniejemy w sieci” i dzięki temu budujemy społeczność wokół własnej osoby. To daje nam złudne poczucie spełnienia i potrafi na długi czas odsunąć nas od realnych spraw. Gdy jednak sieć przejmie kontrolę nad naszym życiem, zaczynają się poważne kłopoty. Przestajemy zauważać to, co jest dla nas naprawdę ważne, a zaczynamy żyć przefiltrowaną przez administratorów sieci złudną rzeczywistością. Przestajemy widzieć ludzi, a widzimy ich profile, ikony, zdjęcia… I tak ich postrzegamy. Poprzez sieć, wpisy, komentarze…

Dla wielu osób, szczególnie zajmujących się samorządem, polityką, czy – w mniejszym stopniu – biznesem, obecność w sieci i budowanie tam swojego, tak zwanego zaplecza, to sposób na oddziaływanie społeczne. Co prawda jest to płytkie i mało zaangażowane, ale zawsze można próbować coś na tym ugrać.

A politykowi jest to potrzebne do życia, niczym tlen do oddychania. Bez szerokiego grona podglądaczy, oceniaczy i sieciowych klakierów, ktoś, kto chce istnieć w sieci, nie może się obejść. Ci ludzie codziennie odwiedzają nasz profil, witają nas w sieci i zachęcają do dalszej działalności. Są oczywistym zapleczem polityka. Często nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że są częścią gry, marketingowych sztuczek i akcji wizerunkowych. Stanowią swoiste tło politycznych zmagań w sieci.

Ale budując sobie społeczność, nie można zapomnieć, że nasze wpisy pojawiają się w sferze publicznej. Każdy może je zauważyć, ocenić i skomentować. Niestety… zapominamy czasem, że podtrzymywanie relacji w sieci powinno być jedynie dodatkiem do naszych relacji w realnym życiu. Inaczej można się bardzo pogubić. Nie mówiąc już o tym, że można popełnić spore faux pas, a nawet kogoś obrazić…

Ostatnie dni pokazały, co się może zdarzyć, gdy nieostrożnie posługujemy się internetem. Oto prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki złożył poprzez swoje konto na facebooku życzenia urodzinowe osobom, które… nie żyją. Zresztą nie tylko on. To pokazuje, że za cenę popularności w sieci, nie warto robić wszystkiego i mechanicznie odpowiadać na zaproszenia, wpisy i komentarze. Pewnie, że takie pomyłki są wkalkulowane w życie wziętego internauty. Niesmak jednak pozostaje. Nawet gdy intencje były słuszne i dobre. Dalecy jesteśmy od negatywnego oceniania prezydenta, bo przecież każdy może się pomylić albo mieć słabszy dzień. Wydaje się jednak, że tak poważne postacie naszego życia społeczno-politycznego powinny zachowywać powagę nawet w sieci.

Poniżej screeny z opublikowanymi życzeniami pana prezydenta Kubickiego dla osoby, która zmarła, a nadal posiada konto na facebooku.

 

DANIEL SAWICKI