ŻAGAŃ: Po ujawnieniu afery żagańskiej, nastąpiła próba nieudolnego ataku na nasze Wydawnictwo… Widać, trafiliśmy. Pytanie brzmi: kto poda ręcznik leżącemu?

Informacje Inne News Box News Slider

Spotykaliśmy się już z przejawami agresji, słownego potępienia, a nawet ataku fizycznego za publikowane słowa. Bywa, że ktoś chce przeciw nam iść do sądu, bo czuje się oczerniony lub pomówiony. Staramy się nie reagować na tak prymitywne zaczepki, ale wobec tego, co próbuje się robić wokół naszego Wydawnictwa przy okazji ujawnienia afery z udziałem burmistrza Żagania, przejść bez słowa nie możemy. Dodajmy afery, która została przecież ujawniona przez lokalne media blisko rok temu.

Oto ktoś, kto nie ma twarzy i kręgosłupa, bo zapewne dawno zatracił, stara się wrzucić nas jako stronę do „kociołka” żagańskiej patologii. Ktoś bardzo chce, aby nasze wydawnictwo stało się stroną w bitwie o stołek burmistrza Żagania. I robi to na tyle nieudolnie, że przy okazji publicznie okłamuje mieszkańców Żagania i wszystkich czytelników na temat osoby prowadzącej rzekomo jakąś agencję PR.

Otóż, drodzy stronnicy pana Marchewki. Fakty wyglądają następująco:

1. To nie od nas, tylko z waszego wesołego środowiska wychodzą informacje oraz smsy na temat zachowania osób publicznych, które sprawują dziś władze w Żaganiu.

2. To nie my, tylko urzędnicy wysokiego szczebla, którzy, jak można się domyślić po tonie nadesłanej treści maili i smsów, mają serdecznie dość pracy w pewnym urzędzie, poinformowali nas o patologicznych zachowaniach osób publicznych.

3. To nie my, tylko osoby z politycznego środowiska pana burmistrza Marchewki, czyli sympatycy Platformy Obywatelskiej, nadsyłały i nadsyłają do nas całą serię zdjęć, filmików i smsów, które zgromadziły przez wiele miesięcy obcując z niektórymi osobami publicznymi z miasta Żagania.

Uprzedzamy, że materiały, które posiadamy, a które nie zostały na razie upublicznione, mogą doprowadzić do ujawnienia całkowitego upadku etyki, moralności i kultury kilku żagańskich notabli.

Dlatego w tym miejscu chcemy z pełną mocą podkreślić. Nie upubliczniamy całego „żagańskiego szamba”, ponieważ stoimy z boku całej sprawy. Nie jesteśmy stroną, ani uczestnikami życia politycznego w Żaganiu, bo nas to kompletnie nie interesuje.

Wokół sami przyjaciele…

Jako poważne wydawnictwo od dłuższego czasu opisujemy jedynie rzeczywistość i zachowania osób publicznych, które zresztą same wystawiają się na przysłowiowy strzał.

Oczywiste jest, że burmistrz Marchewka padł ofiarą wewnętrznej gry w Platformie Obywatelskiej. PO to parta władzy, a o władzę w każdej gminie i zakątku Polski biją się określone frakcje. Ale prawdą jest też, że podane przez nas smsy burmistrz wysyłał ochoczo i podobnej twórczości jest znacznie więcej. Na nieszczęście posiadamy ją w naszych zbiorach.

Dlatego bardzo nas dziwi próba dyskredytowania redaktora naczelnego serwisu www.mojazielonagora.pl poprzez zarzut, że toczą się w sądzie sprawy karne. Podobnych spraw toczyło się już 11 i wszystkie skończyły się niczym. Kilka z zawiadomienia pana burmistrza (jeszcze) Marchewki. Wolność słowa jest bowiem wartością nadrzędną zapisaną w Konstytucji, co do której sądy pozostają silnymi strażnikami.

Sprawy, o których piszą ludzie związani z panem burmistrzem są procesami PRYWATNYMI. A to oznacza, że wpłacono do sądu 300 zł i rozpoczęła się zabawa. Nie ma w nich prokuratora, a oskarżycielem jest sam zainteresowany.

W ten sposób postąpił m.in. pan Tomasz Kwarciński, który obraził się, że ktoś napisał o nim, iż ściga go prokurator. Dziś wiadomo, że prokurator ścigał go z pełną bezwzględnością i nawet doprowadził pana Tomasza na ławę oskarżonych… Zresztą pan Tomasz sam dostarczył pismo w tej sprawie sądowi, de facto obciążając siebie samego. Groteska? Nie, to po prostu Żagań…

Kto pogrywał wicewojewodą?

Dlatego prosimy i jednocześnie ostrzegamy. Nie traktujcie nas jak wroga, bo takowym nie jesteśmy. Nie jest naszą rolą ani intencją szkodzenie komukolwiek. Zastanówcie się bardziej komu ufacie i kto od pewnego czasu jest z wami tylko dla doczesnego interesu, a faktycznie jest już po drugiej stronie rzeki. To trudne nie jest…

Chcąc komentować i zmienić kierunek dyskursu publicznego poprzez atakowanie Wydawnictwa, róbcie to bardziej udolnie, albo zatrudnijcie do tego fachowców od komunikacji i PR. Na razie macie bowiem tylko amatorów od nagrań i gazetek…

I na koniec mała próbka informacyjna i konkurs, czyli dwa w jednym: Który z żagańskich notabli związanych z burmistrzem był w 2015 roku w stałym kontakcie z obecnym wicewojewodą Robertem Paluchem i na skutek tegoż kontaktu o mało nie znalazł się na liście PiS w wyborach parlamentarnych? Dodajmy, że ta osoba nie ma nic wspólnego z PiS-em. Przynajmniej teoretycznie… Gdy Paluch zorientował się jednak co to za persona, od razu odpuścił. A jeszcze trochę i przysłowiowy „smród” rozlałby się również na PiS.

Wiecie? Jeśli tak to dobrze. Jeśli nie, to osoba o której piszemy powinna się zastanowić jakimi informacjami jeszcze dysponujemy…

To bowiem tylko mała próbka tego co mamy, i jakie informacje są nam przekazywane. Oczywiście wszystkie weryfikujemy. Niektórych nie musimy, bo posiadamy dokumenty i twarde dowody.

Jest wycie? Znakomicie…!

Oczywiście, mamy świadomość, że za chwilę rozleje się hejt, a może nawet trafi zgłoszenie na policję i nastąpi próba odebrania nam wspomnianej dokumentacji oraz innych materiałów. Jesteśmy na to przygotowani i informujemy otwarcie, że ich nie oddamy. Będziemy bronić naszych praw jak Sylwester Latkowski podczas ataku ABW na WPROST. Oddamy tylko, gdy z tajemnicy dziennikarskiej zwolni nas niezależny i niezawisły sąd.

Po próbie wmieszania nas w sprawy żagańskiej patologii zauważyć można jednak jedną rzecz.

Naszym tekstem trafiliśmy celnie i mocno. Na tyle mocno, że zanim rozległ się gong, trafiony leżał już na deskach. To był typowy strzał między oczy. Pytanie brzmi, kto poda teraz ręcznik znokautowanemu jak w boksie… Bo chętnych jakoś nie widać.

Trawestując słowa posła Dominika Tarczyńskiego: „Jest wycie? Znakomicie…!”