Z wieży na basen

Felietony News Bar

W reklamach turystycznych Zielonej Góry w roku 2019 znajdować się będzie następujący opis; „Zielona Góra, szóste co do wielkości miasto w Polsce, położone pośród wzgórz porośniętych rzadkimi, przetrzebionymi drzewami. Jej największą atrakcją jest wieża widokowa położona nad malowniczym zalewem z którego wystają wieże ratusza i kościołów. Za niewielką opłatą można odbyć romantyczny rejs wśród dachów budynków dawnego zielonogórskiego Starego Miasta.” Oczywiście jest to żart, który mam nadzieję nigdy nie stanie się rzeczywistością, choć efekty ostatnich ulew nie napawają optymizmem.

Zalewanie miasta to składowa kilku czynników; dużych opadów, układu podziemnych cieków wodnych w obrębie miasta, bezmyślnego zagęszczania zabudowy i betonowania miasta kosztem miedzy innymi drzew i trawników. Powoli budujemy betonowe dno „basenu” w którym deszcz nie ma gdzie wsiąkać, więc zbiera się i spływa do najniżej położonych punktów. Jest to problem od którego nie uciekniemy i należy go jak najszybciej rozwiązać. Zamiast budowy wieży widokowej, czy jak ją nazywają mieszkańcy „wieży ewakuacyjnej” na wypadek powodzi, włożyłbym te pieniądze w kanalizację i jej dostosowanie do zmieniających się warunków pogodowych. Mieszkańcy mają żal do gospodarza miasta, którego jakoś zabrakło w trudnych dla nich chwilach. Rozumieją, że w sumie nic nie otwierano, nic nie trzeba było przecinać, ani wkopywać kamieni węgielnych, ale niesmak pozostał, bo w końcu prezydent łaski nie robi że przyjdzie, bierze za to pieniądze. Nie bez znaczenia dla efektów ulewy był stan kanalizacji, która nie była budowana do odbierania takich opadów i z takiej powierzchni, a przede wszystkim stan studzienek kanalizacyjnych. Miasto twierdzi, że studzienki działają bez zarzutu, odmiennego zdania jest częśc mieszkańców, którzy nawet publikują w internecie zdjęcia pozapychanych studzienek. Niektórzy, jak mój sąsiad Pan Henryk, są pełni optymizmu; „Panie Tomku, przepchają nam studzienki na Zawadzkiego, rozmawiałem na ten temat” -trochę głupio mi się zrobiło, że nie ze mną, w końcu jestem radnym, ale zapytałem; „Tak? Kiedy Pan rozmawiał?” Pan Henryk trochę spoważniał i odpowiedział; „W 2009 roku.” Nikt nie wymaga cudów. Oczywiste jest, że problemu nie rozwiąże się w rok, ale trzeba go sobie uświadomić i zabrać się w końcu do pracy. Bujanie na wieżach widokowych pozwala nie dostrzegać krzywych chodników, trawników po pas czy choćby zapchanych studzienek. Niestety życie miasta składa się właśnie z takich wydawałoby się drobnych rzeczy i to one definiują komfort życia mieszkańców. Żeby je dostrzec wystarczy rozmawiać i słuchać mieszkańców. Z drugiej strony Zielony Staw, w miejsce Zielonej Góry, z wieżą widokową to dopiero byłaby atrakcja turystyczna.

TOMASZ NESTEROWICZ

RADNY RADY MIASTA ZIELONA GÓRA