Wywiózł do lasu kocią rodzinę. Bo małe kotki chorowały…

Informacje News Box News Slider

Ile złej woli, nienawiści i upodlenia musi być w człowieku, który wywozi do lasu i wyrzuca z auta kotkę z małymi kociątkami. A taka sytuacja miała miejsce tuż przy działkach położonych między obwodnicą Kisielina, a budowaną trasą S3. Wyrzucone kotki przygarnął emeryt, pan Henryk. Ale długo nie będzie w stanie im pomagać.

– Wyrzucanie zwierząt w lesie, a szczególnie kotów, gdy dorosłe mają już małe, to norma – mówi pan Henryk. – Te, które biegają na moim podwórku zostały wyrzucone w lesie. Przychodzą z matką i dokarmiam je codziennie. Ale nie jest z nimi dobrze.

Maleństwa mają ledwie kilka tygodni. Są w fatalnym stanie. Nie wiadomo czy ktoś się na nich wyżywał, czy po prostu chorują. Oczy mają ledwo otwarte. Leci z ich jakaś maź. Wymagają opieki weterynaryjnej. Są pół dzikie. Boją się ludzi, ale po dłuższym zachęceniu do kontaktu jednego kotka udało nam się pogłaskać. Niestety, gdy trafią na drapieżnika, ich los będzie przesądzony. Są za słabe by uciec, a do tego niewiele widzą.

Pan Henryk chciałby pomóc zwierzętom, ale przyznaje, że nie ma po prostu jak.

– Zawiezienie ich do weterynarza i interwencja specjalisty to koszt kilkuset złotych. Nie stać mnie na to – podkreśla pan Henryk.

Mężczyzna codziennie dogląda na działce gospodarstwa, które sam prowadzi. Koty to stały element codziennego krajobrazu. – Z tym małymi już dziewięć do mnie przychodzi. Znalazły tu sobie przystań – mówi pan Henryk.

Los kotków nie musi być wcale tragiczny. Jeśli ktoś z państwa chciałby pomóc, prosimy o kontakt.

Jednocześnie przypominamy, że znęcanie się nad zwierzętami podlega odpowiedzialności karnej, za którą grozi kara do dwóch lat więzienia.

Na jaką karę zasługuje człowiek, który wyrzuca do lasu kocia rodzinę? Ocenę i opinię pozostawiamy naszym Czytelnikom.