Urzędnik zamyka usta wicedyrektorce?

Informacje News Box News Slider

Dotarliśmy do korespondencji, którą naczelnik wydziału oświaty rozesłał do radnych miejskich, a która dotyczy działań na rzecz szkoły podejmowanych przez wicedyrektorkę Zespołu Edukacyjnego nr 3 na os. Pomorskim Annę Bakę. Naczelnik gani w nim dyrektorkę za to, że ta… walczy o pieniądze dla szkoły. Wytyka również, że wicedyrektorka nie ma uprawnień do reprezentowania szkoły – To jakieś kuriozum. On z kolei ma uprawnienia i co zrobił dla tej szkoły? Nic! – komentują mieszkańcy os. Pomorskiego.

ZE nr 3 prowadzi dyrektor Stefan Bulanda, a jego prawą ręką, odpowiedzialną za szkołę na os. Pomorskim jest wicedyrektorka Anna Baka.

Wydawało się, że po ponad rocznej awanturze, która miała miejsce w tej szkole, tym razem będzie spokój. I wszystko na to wskazywało aż do momentu, gdy nowa dyrekcja i rodzice dzieci uczęszczających do szkoły, zaczęli oczekiwać doinwestowania placówki. A ta jest w fatalnym stanie technicznym. Tylko doraźne remonty sprawiają, że straż pożarna i inne służby wydają zgodę na działalność w blisko 30-letnim obiekcie.

 

Wicedyrektorka pisze do radnych

Dlatego dyrekcja szuka sposobów na znalezienie dodatkowych środków na poprawienie wyposażenia i estetyki szkoły. Jednym z nich jest docieranie do zielonogórskich firm, instytucji, a poprzez stowarzyszenie „STAR”, które powołali do życie rodzice, także poprzez sięganie po granty.

I właśnie jedno z pism od wicedyrektorki trafiło do zielonogórskich radnych. W kilku krótkich zdaniach Anna Baka wskazuje czego w szkole brakuje najbardziej. Absolutnie nie odnosi się do kogokolwiek za wieloletnie zaniedbania i nie wskazuje winnych tego stanu rzeczy. To po prostu informacja i prośba o wsparcie.

 

Naczelnik strofuje

I ta korespondencja musiało bardzo zaboleć naczelnika wydziału oświaty Jarosława Skorulskiego. Z jakiego powodu? Tego nie wiemy, bo nikt w piśmie nie krytykuje władz miasta ani naczelnika. W reakcji na pismo Anny Baki naczelnik rozesłał do radnych swoją korespondencję, z której można odnieść wrażenie, iż nie jest mile widziane, że ktoś próbuje walczyć o pieniądze dla tej szkoły. A to już bardzo dziwne. Jak dotąd wydawało się, że szkoła jest dobrem wspólnym i na szukaniu dla niej pomocy powinno zależeć każdemu, a w szczególności naczelnikowi wydziału oświaty, zresztą byłemu niezłemu dyrektorowi jednej z zielonogórskich szkół.

W piśmie naczelnika do radnych znajdują się prawdziwe „kwiatki”. Można w nim przeczytać m.in. że:

„Pani Baka jako wicedyrektor nie ma uprawnień do reprezentowania ZE3 na zewnątrz i wnioskowania o fundusze oraz informowania o stanie jednostki”.

Co z tego wynika? Odczytując list literalnie można odnieść wrażenie, że wicedyrektorka –  zdaniem naczelnika – nie może z nikim rozmawiać o stanie szkoły i walczyć poza placówką o jej dobro.

Padają też mocne słowa o nierzetelnym przedstawianiu obrazu jednostki, co cyt.: „może wywołać wrażenie, że ZE 3 jest traktowany na innych (gorszych) zasadach, niż pozostałe szkoły, czy przedszkola”.

Dalej przeczytać możemy typowe banały o „trosce miasta” o szkołę i „racjonalności w podziale środków”. Co ciekawe jest też zapis, że cyt.: „Jeżeli chodzi o treść pisma, to znalazły się w nim informacje wymagające sprostowania”.

I tu jest kolejna ciekawostka. Jesteśmy bowiem również w posiadaniu pisma, które podpisał dyrektor Stefan Bulanda, a które jest niemal tożsame z tym, które wicedyrektorka Baka wysłała do radnych. Pismo jest adresowane do firm i instytucji z prośbą o wsparcie i posiada załącznik, w którym wymienione jest zapotrzebowanie na pomoce dydaktyczne. Jeśli więc naczelnik Skorulski twierdzi, że są w nim „informacje wymagające sprostowania”, to powinien również odnieść się do pisma dyrektora. A tego nie zrobił… Pytanie więc, czy rzeczywiście jest coś do sprostowania, czy może problem jest zupełnie gdzie indziej.

 

Za pismo „na dywanik”

Niestety, można odnieść wrażenie, że ktoś próbuje zamknąć usta aktywnej wicedyrektorce. Nawet jeśli intencje urzędnika są inne, to z pisma bije przekonanie, że dla szkoły robimy tak wiele, a ktoś zawraca nam jeszcze głowę.

Szkoda, że miasto zablokowano niedawno inicjatywę, która miała doprowadzić do stworzenia świetlicy terapeutycznej przy szkole na os. Pomorskim. Takie działanie nie wpisuje się ani w „troskę” o tę placówkę, ani w „racjonalność podziału środków”.

Przerażenie budzi jeszcze jeden fakt. Zamiast rzeczowej rozmowy z wicedyrektorką, skutkiem wysłania jej pisma do radnych było wezwanie w dniu 4 października Anny Baki przez naczelnika Skorulskiego „na dywanik”. Świadkiem spotkania i rozmowy był główny specjalista Krzysztof Nowak.

Już kiedyś śmiano się, że parami chodzą zawsze milicjanci… Czyżby urzędnicy obierali ten kierunek?

DANIEL SAWICKI

Poniżej publikujemy pisma wymienione i opisane w tekście: