Z RATUSZA: Na Zachodzie bez zmian

Felietony Inne News Bar News Slider

W zielonogórskich realiach nic się nie zmieniło. Równie dobrze mogliśmy nie organizować wyborów. Co najwyżej uzyskaliśmy informację, że nasza szara rzeczywistość nie interesuje połowy zielonogórzan, a ta część, która interesuje się choć trochę, w większości akceptuje taką rzeczywistość.

Oporu nie budzi bezsensowne wycinanie drzew, wciskanie parkingów wszędzie gdzie jest skrawek wolnego miejsca tylko dlatego, że zagęszcza się zabudowę na osiedlach i nie egzekwuje od deweloperów zabezpieczania miejsc parkingowych. Oporu nie budzi wola zniszczenia Lasu Piastowskiego budową drogi, która nie rozwiąże problemu korków. Ucichł i jest „zamiatany pod dywan” temat mobbingu w jednostkach miejskich. Łącznik nadal będzie wydawany za publiczne pieniądze, ale w sumie jest ważniejszym dla władzy wydatkiem niż utrzymanie Domu Samotnej Matki. Zresztą kobiety tam mieszkające przecież mogą zbierać kasztany albo nakrętki. Na nowo wpadliśmy w rytm protestów, które już nic nie zmienią. Można rzec: „Na Zachodzie bez zmian”. Mnie w tym wszystkim najbardziej bulwersuje cisza, która zapadła nad Zielonogórskimi Zakładami Usług Miejskich. Cisza, która objęła Palmiarnię i powody samobójczej śmierci księgowej, Pani Elżbiety, zakryła to co tam się działo. Wygląda to tak, jakby nikt nie był zainteresowany wyjaśnieniem sprawy. Toczy się śledztwo, podobno dlatego prezydent sam nie kontrolował Palmiarnii i radnym nie pozwolił na kontrolę. Ostatnie wydarzenia krajowe spowodowały, że inaczej zacząłem spoglądać na tę sprawę. Polska żyje aferą dotyczącą działań Komisji Nadzoru Finansowego i śledztwem w tej sprawie. Z poziomu Zielonej Góry wszystkie działania warszawskich organów ścigania wyglądają na prowadzone w sposób rzetelny i sprawny. Rozlegają się też jednak głosy mówiące o tym, że organy ścigania dały „plamę” i zbyt późno zabezpieczyły dokumenty i komputery, bo dopiero po dwóch-trzech dniach od wybuchu afery. Pojawiają się insynuacje, że to rzekome opóźnienie było świadomym graniem na czas, żeby własnie dać czas na usunięcie dowodów ewentualnej przestępczej działalności w KNF. Trzydniowe opóźnienie jakoś nie robi na mnie wrażenia w świetle tego, że zabezpieczenie komputera księgowej Palmiarnii zajęło zielonogórskim organom ścigania około miesiąc. Porównując działania organów ścigania w sprawie KNF i zielonogórskiej Palmiarnii nasuwa się wniosek, że skoro w Zielonej Górze społeczeństwo było zapewniane, że nic nie ukryje się przed sprawiedliwością, a miesięczna zwłoka w zabezpieczaniu dowodów nie ma żadnego znaczenia dla śledztwa, to może sprawę KNF powinno się przenieść do Zielonej Góry? W końcu jeśli problemu dla śledztwa nie stanowi miesiąc opóźnienia w zabezpieczeniu dokumentów, to jakie zagrożenie dla śledztwa stanowić mogą dwa-trzy dni?

TOMASZ NESTEROWICZ

Radny Rady Miasta

Zielona Góra

(SLD)