Z RATUSZA: Wisienka na wzgórzu

Felietony Inne News Box

Miasto miało nam wypięknieć przed wyborami, bo jakoś przez całą kadencję nie mogło. Plany były malownicze, jednak ich realizacja rozminęła się z deklaracjami. Pominę milczeniem rozkopane ulice i rozgrzebane budowy z którymi pożegnamy się dopiero w przyszłym roku, przedstawię jedynie swoją opinię na temat tego co miało być naszą wizytówką, czyli Wzgórza Winnego i malowniczej kaskady wodnej. Sama przebudowa Wzgórza Winnego zdominowana została przez wycinkę drzew i poprawki wykonywane w trakcie realizacji wydawałoby się przemyślanej inwestycji.

Nie inaczej stało się z kaskadą. Plan przewidywał, że ze zbiornika retencyjnego w Parku Sowińskiego woda będzie przepompowywana podziemną rurą do zbiornika podziemnego na Wzgórzu Winnym. Z tego zbiornika część wody miała zasilać kaskadę, część służyć do podlewania winorośli na wzgórzu, a reszta miała być przepompowywana podziemną rurą do Parku Tysiąclecia, przy okazji prac związanych z rurą w Parku wykopano szczątki ludzkie. Okazało się, że miasto prowadziło inwestycję nie mając zgód Konserwatora Wojewódzkiego. Pomysł wyglądał na świetny i logiczny. Po upadku Polskiej Wełny, która do procesów technologicznych wykorzystywała duże ilości wody czerpanej ze źródeł podziemnych, poziom wód gruntowych w tym rejonie mocno wzrósł. Zbiornik retencyjny w Parku Sowińskiego został wybudowany, żeby odbierać część wód gruntowych. Nadmiar wody jest z niego odprowadzany do kanalizacji deszczowej, co w momentach gwałtownych opadów w mieście jest powodem tego, że okolice Parku i Planetarium są zalewane, bo kanalizacja nie jest w stanie odprowadzić dodatkowej dawki wody. Woda w tym otwartym zbiorniku zawiera duże ilości różnych związków w tym żelaza a dodatkowo gniją w niej resztki organiczne. Specjaliści planowali obok przepompowni pompującej wodę ze zbiornika na Wzgórze Winne wybudować „oczyszczalnię” przepompowywanej wody. Nasze władze zrezygnowały z budowy tego wydawałoby się zbytecznego elementu jakim byłaby „oczyszczalnia”. Projekt zrealizowano bez niej. Pierwsze uruchomienie kaskady na Wzgórzu Winnym podobno nie zakończyło się spektakularnym sukcesem. Kaskadą popłynęła woda jakości i koloru, które nijak nie pasowały do powszechnego wyobrażenia o górskich strumieniach, czy malowniczych kaskadach. Budowa „oczyszczalni”, tuż przed wyborami nie wchodziła w grę, nie tylko z powodów prawnych (przecież projekt został zakończony, przetarg zrealizowany, odebrano wykonane prace i jak tu jeszcze raz robić przetarg, czy aneks do umowy przecież to proszenie się o kłopoty), przyznać się do fuszerki też nie można, bo wybory. Do kaskady podłączono wodę z wodociągów miejskich teoretycznie w obiegu zamkniętym, z częściowym zrzutem wody do kanałów i wymiany na nową. Mamy kaskadę, mamy otwarcie, mamy sukces prezydenta.

Miasto zarzeka się, że nie planowano „oczyszczalni”, bo woda z wodociągów jest tańsza, a woda z Parku Sowińskiego będzie wykorzystywana do podlewania Wzgórza Winnego. Szkopuł w tym, że wybudowano tylko jeden zbiornik do którego podłączona jest zarówno „brudna” woda z Parku Sowińskiego i „czysta” woda z wodociągów, a tylko z tego zbiornika można pobierać wodę do podlewania co oznacza, że aby podlać wzgórze „brudną” wodą należy opróżnić zbiornik z „czystej” wody i zamknąć kaskadę, a żeby uruchomić kaskadę należy wylać ze zbiornika „brudną” i napuścić „czystą” wodę. Przy takiej procedurze cała „zabawa” przestaje być tania, a bez niej obie wody będą mieszać się w zbiorniku.

Wisienką na torcie upiększania Wzgórza stał się napis ustawiony w pobliżu Palmiarni. Pierwotnie miał zawierać nazwę „Zielona Góra”, ale zabrakło pieniędzy i została „Zielona”, coś jak „Hollywood” tylko bez „wood”. Miało być cudnie, wyszło jak zawsze.

TOMASZ NESTEROWICZ

Radny Rady Miasta

Zielona Góra

(SLD)