Z RATUSZA: Kozioł ofiarny

Felietony Inne News Bar News Slider

Stefan Kisielewski jest autorem zdania; „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” Zdanie to niestety oddaje naszą zielonogórską rzeczywistość. Nie bulwersują nas już rzeczy, które powinny nas bulwersować. Rozgrzebane budowy, podwyżki, niemożność sprawdzenia miejskich spółek, kontynuowana wycinka drzew są już w zasadzie normą, przyzwyczailiśmy się do tego.

Z dużym zainteresowaniem obserwowałem dyskusję medialną dotyczącą odejścia z Urzędu Miasta dyrektora Departamentu Inwestycji i Zarządzania Drogami, które wpisuje się w grupę rzeczy, które powinny nas bulwersować. Zainteresowanie tym tematem szybko zostało „przykryte” innymi zdarzeniami. Opinii publicznej przedstawiano dwie przecwistawne wersje. W wersję prezydenta kompletnie nie wierzę, bo trudno wierzyć komuś, kto sądownie ma udowodnione kłamstwo. Pomijając fakt, że sytuacja ta pokazuje jak funkcjonuje Urząd Miasta, to nieinformowanie o planowanych zmianach organizacyjnych dyrektora Urbańskiego traktuję jako próbę „wsadzenia” go w odpowiedzialność za realizację drogi przez las, szumnie nazywanej „obwodnicą południową”. Wiekszość inwestycji w mieście „rzęzi i ledwo dyszy”, te które powstały dalekie są od oczekiwań i opisu tego jak miały wyglądać. Nie inaczej będzie z budową drogi. Jestem przekonany, że będziemy dopłacać do tego pomysłu kolejne miliony, bo nie wierzę w rzetelność kosztorysu prac związanych z budową drogi. Droga była sztandarowym „pomysłem” prezydenta w ubiegłej kadencji i przepustką do obecnej, więc musiała być realizowana za wszelką cenę. Konsultacje społeczne na temat potrzeby budowy drogi i dyskusja na sesji na której zabezpieczano środki na jej wykonanie były farsą.

Do uzyskania potrzebnych zgód wykorzystano fortel i aby obejść protesty społeczników i ekologów przygotowano dwa wnioski, przy czym protestująćy wiedzieli o jednym. Podejrzewam, że dokumentacja będąca podstawą ogłoszenia przetargu mogła nie zawierać istotnych dla wyceny jego wartości informacji. Jeżeli okaże się, że tak jest w istocie, to będzie oznaczać konieczność dopłacania i zaciągnięcia kolejnego kredytu. Dodatkowo stawiać będzie pod znakiem zapytania rzetelność przeprowadzonego przetaru i to, czy jego wynik byłby inny, gdyby znany był oferentom pełen zakres wymaganych prac i rzeczywista suma jaką miasto jest skłonne przeznaczyć na tę inwestycję. Taka sytuacja w sposób oczywisty budzić będzie zainteresowanie organów kontroli, które skupi się na osobie formalnie odpowiedzialnej za realizację drogi. Osoba taka z dnia na dzień awansować może do roli „kozła ofiarnego”, bo prezydent tradycyjnie będzie przecież „niezorientowany”. Moim zdaniem dyrektor Urbański wykazał się rozwiniętym instynktem samozachowawczym i nie chciał się „urządzać” w kreowanej przez prezydenta rzeczywistości.

Tomasz Nesterowicz

Radny Rady Miasta

Zielona Góra