Z RATUSZA: Koreańskie standardy

Felietony News Box News Slider

Wśród wydatków pierwszej potrzeby, w przyszłorocznym budżecie miasta, znaleźć się mają pieniądze na zwiększenie ilości stron i nakładu „Łącznika Zielonogórskiego”. Informacja ta zbulwersowała działaczy społecznych i część ugrupowań politycznych. Powinienem być też zbulwersowany, ale mam wrażenie, że jest na to trochę za późno.

Prezydent na przestrzeni lat zbudował sobie, bo nie mieszkańcom, całkiem pokaźny „holding” medialny. Obok „Łącznika” w dyspozycji ma radio, telewizję internetową, internetowe portale informacyjne. Podmiotów tych nie należy mylić z zasady niezależnymi mediami, bo te prezydenckie są zależne organizacyjnie, finansowo i „personalnie”. Ich rolą nie jest obiektywne przekazywanie informacji, zarówno tych dobrych, jak i tych złych, a tworzenie pozytywnego i jedynego słusznego wizerunku naszego włodarza.

W natłoku codzienności większość z nas buduje sobie obraz otaczającej nas rzeczywistości w oparciu o gotowe informacje i sądy pochodzące ze środków masowego przekazu. Zwykle do budowy naszego światopoglądu wystarczy jedno takie źródło, ci bardziej wybredni konfrontują ze sobą dwa, maksymalnie trzy źródła, jeśli ich przekaz jest zbliżony, to najprawdopodobniej przyjmą pogląd w nich przedstawiany jako własny. Informacje tak nam podawane przyjmujemy na „wiarę”, zakładając, że są one rzetelne, sprawdzone i odpowiadają rzeczywistości. Jest to normalna reakcja, bowiem od dziecka uczymy się przyswajając informacje na „wiarę”. Kto z nas „widział” budowę atomu? Albo Marsa? Jednak zapytani odruchowo wyrecytujemy informację na temat budowy atomu, czy Marsa, zakładając że mówimy prawdę, bo ktoś kiedyś tak nam opisał atom. Podobnie jest z budową naszych opinii o mieście i lokalnej polityce. Rolą „Łącznika” od dawna jest jedynie kreowanie poglądów mieszkańców i budowanie w nich przekonania jak jest dobrze w mieście. Media prezydenckie tym łatwiejsze mają zadanie, bo są bezpłatne dla odbiorców, a dokładniej odbiorcy już za nie zapłacili ze swoich podatków. W praktyce jesteśmy bezbronni przed taką manipulacją opartą na półprawdach i selekcjonowanych informacjach. Dostajemy obraz miejskiej rzeczywistości nie taki, jakim on jest naprawdę, a taki jakim mamy go postrzegać. Jest to socjotechniczny zabieg wychowywania wyborców. Nie mam pretensji do ludzi pracujących dla tych mediów. Każdy gdzieś musi pracować, a przykład Pani Stanisławy Fórmanowicz jasno pokazał urzędnikom miejskim, co się dzieje z osobami, które mają własne zdanie i nie uginają się pod presją. Pod względem indoktrynacji i manipulacji informacją zbliżamy się do standardów Korei Północnej pod świetlanym przywództwem Kim Dzong Una. Koreańczycy są przekonani, że żyją w raju, a ich przywódca jest dobrem wcielonym. Słowa krytyki pod jego adresem to zwykłe kłamstwa i ataki imperialistów. Krytyków wewnętrznych Kim Dzong Un nie ma, bo ich rozstrzelał, on nie bawi się w prozaiczne wyrzucanie z pracy. W sumie to nie powinniśmy się bulwersować, że mamy „Łącznik”, mogłoby być gorzej.

Tomasz Nesterowicz

Radny Rady Miasta

Zielona Góra (SLD)