Z RATUSZA: Kieszonkowy błąd

Felietony Informacje Inne News Box

W rozpoczynającej się kampanii wyborczej jako zasadę przyjąłem założenie nie krytykowania i nie oceniania pomysłów pretendentów do funkcji prezydenta miasta. Zasada ta nie obejmuje obecnego/byłego prezydenta, który miał całą kadencję na realizowanie swoich „koncepcji”, a większości z nich nie oceniam pozytywnie. Wystąpienie Kukiz’15 spowodowało, że jestem zmuszony trochę nagiąć przyjętą zasadę. Kukiz’15 przedstawił pomysł sfinansowania posiłków dzieci uczęszczających do zielonogórskich żłobków, przedszkoli i szkół. Pomysł ten ma moje pełne poparcie, bo sam ponad dwa lata temu przygotowałem projekt uchwały, nie tak ambitny jak propozycja Kukiz’15, o sfinansowaniu posiłków w szkołach podstawowych, a w wypadku jego sukcesu rozszerzenia go na pozostałe placówki miejskie.

Na takie „ograniczenie” wpłynęły względy techniczne i finansowe, bo z moich wyliczeń wynikało, że koszt minimalny realizacji projektu wyniósłby około 12 mln złotych. Oczywistym było dla mnie, że Kukiz’15 pomyliło się w swoich wyliczeniach i jako koszt realizacji ich pomysłu zamiast 1,75 mln powinni podać kwotę kilkudziesięciu milionów. Byłem przekonany, że działacze Kukiz’15 skorygują swój błąd, oni jednak brnęli dalej przedstawiając go, jako przemyślaną akcję mającą na celu ukazać patologię „kieszonkowego radnych”, czyli pieniędzy, których przeznaczenie w budżecie miasta mogą wskazać radni.

Pomysłodawcą takiego rozwiązania był Radny Jacek Budziński, który trafnie zauważył, że sposób tworzenia budżetu w praktyce uniemożliwia wprowadzanie do niego wielu „małych” zadań realizowanych w poszczególnych okręgach wyborczych. Pomimo tego, że w rękach prezydenta „kieszonkowe” rzeczywiście stało się narzędziem nacisku na radnych, dlatego jako jedyny radny nie mam możliwości wskazywać zadań do realizacji w ramach „kieszonkowego”, jestem zwolennikiem utrzymania „kieszonkowego” w przyszłej kadencji, obok Budżetu Obywatelskiego.

Kukiz ’15 zamiast przyznać się do błędu, który mógł się przydarzyć każdemu, brnął dalej z jednej strony zupełnie niepotrzebnie odwracając uwagę mieszkańców od dobrego pomysłu dożywiania dzieci, z drugiej pokazując swoją niewiedzę na temat tego jak tworzony jest budżet miasta, w jaki sposób finansowane są poszczególne zadania i jak funkcjonuje samorząd. Impulsem dla mnie do napisania tego felietonu był list, który otrzymałem jako radny od Kukiz ’15, z żądaniem abym przedstawił sprawozdanie z tego na co wydałem swoje „kieszonkowe”. Pomijając fakt, że nie mam możliwości wprowadzania zadań do budżetu w ramach „kieszonkowego” i mogę odpisać, że nic nie wydałem, wypada mi napisać, że podobnie pozostali radni też nic nie wydali i nie otrzymali żadnych pieniędzy. Radni wskazują jedynie zadania do realizacji, a ich koszt nie może przekroczyć „umownej” wartości „kieszonkowego”. Radni nie dostają żadnych pieniędzy. List Kukiz ’15 mogę traktować jako świadomą manipulację lub jako niewiedzę osób aspirujących do rządzenia Zieloną Górą. Z dwojga złego wolę żeby to była manipulacja. Szkoda, że przy okazji gdzieś zagubiła się idea dożywiania dzieci.

TOMASZ NESTEROWICZ

Radny Rady Miasta

Zielona Góra

(SLD)