Poszukiwany, poszukiwana

Felietony News Slider

Ostatnio zasłyszany, autentyczny przebieg rozmowy o pracę. Na pytanie przedsiębiorcy, co potrafi młoda kandydatka do pracy, pada odpowiedź: „wie Pan, ja tutaj wcale nie muszę pracować, bo teraz praca szuka człowieka, a nie człowiek pracy”. O swoich kwalifikacjach i umiejętnościach kandydatka rozmawiać nie chciała.

Tę niekomfortową dla przedsiębiorców sytuację na rynku pracy potwierdzają badania. Większość pracujących nie obawia się utraty pracy, firmy zaś zamierzają przede wszystkim zatrudniać. Aż cztery na dziesięć firm będzie szukało pracowników w najbliższym kwartale – wynika z „Barometru Rynku Pracy”, badania przygotowanego przez Work Service S.A. Pracodawcy najczęściej będą zatrudniać pracowników średniego szczebla. I tu obserwujemy zmianę, bo przez ostatnie 2 lata najbardziej pożądane na rynku były osoby o niskich kwalifikacjach.

Największe plany rekrutacyjne mają firmy duże, 67 proc. z nich zamierza szukać pracowników. Braki kadrowe mają przedsiębiorstwa handlowe (ok 47 proc) i usługowe (44 proc.) – co widać choćby w Zielonej Górze, gdzie na co drugiej witrynie sklepu, serwisu pojazdów czy restauracji wisi kartka „Przyjmę do pracy”.

Nie tylko pracodawcy szukają pracowników, ale pracownicy także zastanawiają się nad zmianami. Aż 20% z nich zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat zmienić pracę. Najczęściej o innym miejscu zatrudnienia myślą młodzi pracownicy (28 proc. osób w wieku 18-34), rzadko najstarsi (tylko 6 proc w wieku 55-67). Dlaczego pracownicy chcą szukać szczęścia u innego pracodawcy? Najczęstszym powodem są zbyt niskie zarobki – wskazało go 44 proc. osób. Na drugim miejscu jest chęć samorealizacji, a na kolejnym brak perspektyw awansu. Co piąta osoba zamierza zmienić pracę, bo w obecnej się…. nudzi, przeszkadza jej rutyna zajęć.

Pewność siebie pracowników i świadomość tego, co dzieje się na rynku przekłada się na oczekiwania płacowe. Prawie 55 proc. ankietowanych spodziewa się w najbliższym czasie podwyżki, a prawie 40 proc. utrzymania płac na obecnym poziomie. Tyle tylko, że pracodawcy nie widzą przestrzeni do tak masowych podwyżek jak jeszcze pół roku temu, kiedy takie plany miało prawie 29 proc. firm. Teraz myśli o tym ok. 11 proc. Największą skłonność do wyższych wynagrodzeń mają firmy duże, zatrudniające ponad 249 osób i przedsiębiorstwa z branży produkcyjnej i handlowej.

Co z tego wszystkiego wynika dla Zielonej Góry i dla naszego województwa? Strefy gospodarcze, uzbrojone we wszelkie media, dobrze zlokalizowane i dobrze skomunikowane z siecią dróg krajowych przestają być głównym wabikiem na inwestorów. Zdecydowanie na pierwsze miejsce wysuwa się dostępność pracowników o odpowiednich dla pracodawcy kwalifikacjach. A to wymaga promowania kształcenia zawodowego i dobrego doradztwa już w szkole podstawowej, promowania i rozwijania sieci kształcenia ustawicznego, tak aby dorośli mogli szybko się przekwalifikować zawodowo i wreszcie systematycznej pracy nad wizerunkiem miasta i regionu jako atrakcyjnych do życia, tak aby łatiwej pozyskiwać pracowników z kraju do pracy w Lubuskiem. Okazuje się bowiem, że oprócz zarobków, łatwości znalezienia pracy przez partnera lub partnerkę, to właśnie atrakcyjna lokalizacja jest trzecim brzegowym warunkiem dla specjalistów, którzy rozważają przeprowadzkę za pracą.

W tej sytuacji lubuską gospodarkę ratują pracownicy z Ukrainy. Pytanie, tylko jak długo?

JAROSŁAW NIERADKA