PIŁKA NOŻNA: Pasjonat prosto z kadry

News Bar News Slider Sport

Maciej Murawski – urodzony 20 lutego 1974 roku w Zielonej Górze. Były piłkarz Zrywu Zielona Góra, Ślęzy Wrocław, Polonii Bytom, Lecha Poznań, Legii Warszawa, Arminii Bielefeld (Niemcy), Arisu Saloniki (Grecja), Apollonu Kalamarias (Grecja) i Cracovii Kraków. Trener Lechii Zielona Góra i Zawiszy Bydgoszcz. Komentator sportowy Canal+. Rozegrał sześć spotkań w reprezentacji Polski. To sportowa wizytówka człowieka z naszego miasta.

Niewiele jednak brakowało, by mężczyzna , który ukochał piłkę nożną został … szermierzem. W domu rodzinnym bowiem panowała moda na fechtunek. Tata – znany działacz szermierczy, bracia ojca – szermierze,

brat – szermierz. Zresztą Maciek też przez pewien okres trenował te dyscyplinę sportu. Ale miłość do skórzanej kuli była mocniejsza. Najpierw sieci na małego Maćka zarzucił trener Pasek, a dzieła dokończył Leszek Sagan.

I tak oto Maciek rozpoczął żmudną drogę na piłkarski Olimp.

Na spotkanie umówiliśmy się w zielonogórskim Focusie. Miało być pól godziny, no może trochę więcej. A trwało ponad dwie i ciągle jeszcze byłoby o czym dyskutować. Oto w wielkim skrócie główna treść tej rozmowy:

Pytanie: karierę piłkarską znamy, a kiedy pojawił się pomysł, by zostać trenerem?

MM – wiedziałem o tym już w wieku 24 lat, gdy byłem jeszcze zawodnikiem warszawskiej Legii. Już wówczas patrzyłem na piłkę trochę inaczej;

Pytanie: co spowodowało, że powstała w naszym mieście Akademia Piłkarska Macieja Murawskiego?

MM – aspektów jest kilka. Zielona Góra, to moje miasto, jestem stąd. Infrastruktura, wbrew potocznym opiniom, jest bardzo dobra. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z ogromnego potencjału. Takiej liczby płyt piłkarskich, hal, pływalni i innych obiektów sportowych może nam pozazdrościć dużo polskich miast, o wiele od nas większych. Grupa fajnych ludzi na czele z Tomkiem Skrzypczakiem i Rafałem Zychem. No i moja wizja szkolenia młodych ludzi. Jak to wszystko połączyć, to odpowiedź nasuwa się sama.

Pytanie: no dobrze szkolicie dzieci i młodzież i co dalej?

MM – finalnie widzę to tak: obecnie ponad trzydziestu szkoleniowców prowadzi zajęcia z grupą około czterystu chłopców. Współpracujemy z Falubazem, który powinien być kolejnym etapem dla tych młodych ludzi. I mamy na to istotny wpływ. Nasze szkolenie oparte jest na wzorcach niemieckich, tych nowych wzorcach. To nie jest ten stary niemiecki, piłkarski walec. Podglądałem kiedyś, jeszcze jako piłkarz, jak zajęcia prowadził Jurgen Klopp. To było inspirujące. Mamy nowoczesne metody szkolenia, są w nich też akcenty innych europejskich szkół. Musimy tak pracować. Dzieci nie mogą się nudzić na treningach. Początkowo kładziemy nacisk na technikę, w miarę upływu czasu uczymy taktyki, zachowania się na boisku w określonych sytuacjach.

Pytanie: czyli w perspektywie wyższa klasa rozgrywkowa w Zielonej Górze?

MM- oczywiście! Tak to widzę! Jasne, że sami tego nie udźwigniemy, ale krok po kroku będziemy zmierzać w tym kierunku. I chcemy to osiągnąć już w niezbyt odległej przyszłości. My szkolimy podstawy pod ten projekt. Jeżeli pomogą nam władze miasta, jeżeli znajdzie się grupa ludzi chcących wesprzeć nas głównie finansowo, to zielonogórski kibic sportowy będzie miał większy problem, gdzie w weekend wybrać się na sportową imprezę.

Pytanie: mam wrażenie, ze rozmawiam z kimś – przepraszam za określenie „opętanym” przez piłkę…

MM – bo chyba coś w tym jest. Piłka nożna, to moje życie. Chwilami zastanawiam się, dlaczego moja rodzina jeszcze mnie, albo raczej mojego bzika toleruje. Jestem pełen podziwu dla nich za tę pobłażliwość i mam za to dla nich głęboki szacunek.

Pytanie: wróćmy jeszcze na chwilę do okresu – nazwijmy to – trenerskiego. Lechia, Zawisza …..

MM – to było doskonale doświadczenie, zarówno trenerskie, jak i życiowe. W Lechii nauczyłem chłopaków wygrywać, mimo, że nikt po siedmiu kolejkach nie dawał nam szansy na utrzymanie się. A zrobiliśmy to! Niestety potem, mimo pewnych uzgodnień organizacyjnych sytuacja uległa zmianie. I to było właśnie doświadczenie życiowe. A Zawisza – no cóż. Zainteresowani wiedzą o konflikcie klubu z kibicami. Jeżeli kibice decydują, jak klub ma funkcjonować… W ten sposób zniszczono parę wartościowych osób. Ja też nie chciałem kopać się z koniem.

Pytanie: no dobrze – piłka, piłka i jeszcze raz piłka. A co poza piłką?

MM – poza piłką? No …. piłka.

Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji zamierzeń.

Rozmawiał: Bernard M. Kotalla