Miasto od 10 lat nie reaguje na bałagan na swoim terenie

Informacje News Bar News Slider

– Ile czasu będzie tu bałagan. To jest jakiś skandal – mówią mieszkańcy Osiedla Pomorskiego o tym, co dzieje się na terenie miejskim w sercu ich osiedla. A jest coraz gorzej. I nikt nie chce się tym zająć.

Ten stan trwa już około 10 lat. W okolicach drogi prowadzącej od ronda na os. Śląskie, na wysokości bloków nr 10 i 12 znajduje się teren miasta. To prawdziwa enklawa. Ale niestety, nie spokoju i pięknej murawy, ale bałaganu i braku zagospodarowania. I to zaczyna wkurzać mieszkańców. – Jak długo to potrwa – pytają zbulwersowani.

Prosili o interwencję

Na terenie miejskim stoją dwie budy (bo inaczej nie można dziś nazwać tych nieruchomości) oraz podłoże, na którym kiedyś stał kolejny obiekt. Ale kilka lat temu spalił się doszczętnie. Pozostała posadzka i kikuty rur. Mimo że teren jest otwarty i ktoś nim zawiaduje, to nikt nie kwapi się, aby posprzątać na miejskim skwerze.

– Bałagan na tym terenie jest bardzo denerwujący – mówi pani Kamila, która na co dzień spaceruje po osiedlowych skwerach. – Nie wiedziałam, że to teren miasta. To nasze osiedle i myślałam, że to sprawa naszej spółdzielni. Dobrze wiedzieć, że za ten bałagan odpowiada zupełnie ktoś inny.

Niestety. Miasto od wielu lat nie robi nic, aby na jego terenie zapanował porządek. Dlatego za sprawę próbowała zabrać się spółdzielnia mieszkaniowa Kisielin. Udało nam się dotrzeć do korespondencji, którą spółdzielnia kierowała do urzędu miasta i jego jednostek z prośbą o interwencję.

Lakoniczna odpowiedź

W piśmie 15 czerwca 2016 roku Zarząd Spółdzielni zawnioskował o likwidację trzech pawilonów usytuowanych na tym terenie. Wskazywano, że jeden z pawilonów jest w fatalnym stanie i szpeci otoczenie.

W odpowiedzi Dyrektor Rozwoju miasta Krystyny Pierzgi, która odpisała z upoważnienia Prezydenta Janusza Kubickiego wynika, że pawilony są w dzierżawie i nie ma możliwości ich rozebrania. W tym momencie miasto potwierdziło więc, że akceptowało bałagan na swoim terenie.

Ponowne pismo spółdzielnia skierowała więc w lipcu 2016 do Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej.

Następnie na ręce Prezydenta Kubickiego skierowano informację, że na gruncie miejskim znajdują się baraki, która są w tragicznym stanie technicznym i estetycznym. Poproszono zajęcia się tym miejscem. Tym razem na pismo odpowiedział wiceprezydent Dariusz Lesicki. W lakonicznej odpowiedzi stwierdził, że pawilony objęte są umowami dzierżawy i nie ma mowy o ich rozebraniu. Widać więc wyraźnie, że nikomu nie zależy na interwencji w tym miejscu. Teren nadal miał być w opłakanym stanie.

Gdzie jest gospodarz…?

Ale spółdzielnia nie rezygnowała i tym razem wystosowała bardziej dosadne pismo. Do wniosku o likwidację tego miejsca dołączono dokumentacje fotograficzną. Teren określono mianem „syfu” i „bajzlu”. Spółdzielnia zaproponowała też cyt. „Proponujemy Panu Prezydentowi zapoznać się osobiście na miejscu ze stanem estetycznym tej części miasta, Której jest Pan zarządcą. Przypominamy, również, że Zielona Góra jest miastem wojewódzkim i na kpiny zakrawa stan opisanego terenu”.

Niestety ponowna prośba o likwidację baraków stojących na miejskim gruncie i szpecących osiedle nie spotkała się ze zrozumieniem.

Swoje prośby spółdzielnia ponowiła w październiku 2017 roku. Niestety, znów nie pozostały bez odpowiedzi. Bałagan więc ma się znakomicie i nikt z miasta nie chce się nim zająć. Najemcy też się nie kwapią. Zastanawia fakt, że na terenie miejskim może dochodzić do takich zaniedbań. Dobry gospodarz nigdy by na to nie pozwolił…

Daniel Sawicki