Godność i pieniądze

Felietony Inne News Box

Zielona Góra przegrała spór sądowy o sposób naliczania dotacji dla przedszkoli niepublicznych. Prezydent będzie musiał oddać niewypłacane pieniądze, a do tego odsetki od nich. W sumie będą to dziesiątki milionów złotych, jeśli na drogę sądową wejdą wszystkie niepubliczne przedszkola.

Oczywiście nie będą to prywatne pieniądze prezydenta, a pieniądze publiczne, z budżetu miasta. Sytuacja ta jest moim zdaniem wynikiem „kombinowania” i świadomego zaniżania wysokości dotacji przez prezydenta, a nie, jak to teraz urząd miasta przedstawia, różnego interpretowania przepisów prawa. Sądzę, że u podstawy leżała chęć „przyoszczędzenia” pieniędzy na przedszkolach i przerzucenia kosztów na rodziców dzieci. Odnoszę wrażenie, że podczas postępowania sądowego podstawowym orężem miasta nie była merytoryka argumentów, a granie na jak najdłuższe postępowanie sądowe, w nadziei, że przedszkola nie będą miały pieniędzy na prowadzenie długiego sporu sądowego i splajtują. Metoda ta nie odniosła sukcesu, a jedynie zwiększyła odsetki, które musi wypłacić miasto.

W sporze tym trudno dostrzec jakąś racjonalność działania ze strony prezydenta, raczej zacietrzewienie i chęć postawienia na swoim. Pozorna oszczędność polegająca na niewypłacaniu dotacji w należytej kwocie w praktyce zubożyła budżety zielonogórskich rodzin, podobnie jak „przyoszczędzanie” na wynagrodzeniach pracowników miejskich, którym przez lata nie wypłacano pensji w należnych im wysokościach. Gdyby pracownicy miejscy walczyli o zwrot niewypłaconych im pieniędzy, to miasto miałoby kolejne kilkadziesiąt milionów złotych do zapłacenia. W jednym i drugim przypadku prezydent nie postępuje tak jak powinien postępować reprezentant społeczności lokalnej wybrany do jej zarządzania. Spory się zdarzają, są częścią relacji międzyludzkich i merytoryczny, oparty na szacunku, sposób ich rozstrzygania powinien być normą. Samorząd w takiej sytuacji powinien korzystać jedynie z siły argumentów, a nie argumentu siły i swojej przewagi nad zwykłym obywatelem. W wypadku sporu z przedszkolami, ewidentnie mieliśmy do czynienia z „grą na czas” ze strony prezydenta, a w wypadku pracowników jest wykorzystywana ich zależność służbowa i ich obawa o ewentualną utratę pracy. Nie są też traktowani jak partnerzy do dyskusji, a jak pokorni petenci. W krótkim odcinku czasu takie podejście do ludzi może przynosić korzyści, jednak wraz z upływem czasu przynosić będzie straty i to nie tylko finansowe, ale również wizerunkowe. Władza będzie tracić wiarygodność i autorytet. Stawianie za wszelką cenę na swoim, nawet wbrew prawu może mieć także poważne konsekwencje prawne. Za problemy z wodą, z pracą rozstał się szef wodociągów zielonogórskich, za konieczność płacenia przedszkolom nikt nie poniesie odpowiedzialności, bo przecież prezydent nie złoży rezygnacji. Do rozstania ze stanowiskiem prezydenta może zmusić inny spór, z Panią Stanisławą Fórmanowicz walczącą o swoje dobre imię i godność. Kolejna wygrana przez Panią Fórmanowicz sprawa nie obciąża wprawdzie budżetu miasta milionowymi odszkodowaniami, jednak jest dla prezydenta większym zagrożeniem niż wszystkie inne spory razem wzięte.

TOMASZ NESTEROWICZ
RADNY RADY
MIASTA ZIELONA GÓRA