Bałagan przy skate parku

Informacje News Box

– Czemu nikt nie zadba o teren wokół skate parku? Od wielu miesięcy nikt nie skosił trawy, nie mówiąc już o przeglądach i drobnych remontach – żalą się mieszkańcy os. Pomorskiego. – Czy jesteśmy mieszkańcami drugiej kategorii?

Mieszkańcy jednego z największych osiedli Zielonej Góry od dłuższego czasu starają się wpłynąć na urzędników i wymóc na nich przyjrzenie się terenowi rekreacyjnemu na os. Pomorskim. Okazuje się bowiem, że o ile na samym skate parku i w jego okolicach znajdują się w miarę nowoczesne i bezpieczne sprzęty teren wokół pozostawia wiele do życzenia.

Uwaga na kleszcze!

Pani Sylwia często przychodzi w tę okolicę z dziećmi. Zastanawia się dlaczego właściciel gruntu, czyli miasto, nie dba należycie o teren.

– Od kilku lat przychodzę tu z dziećmi i dotąd czuliśmy się fajnie, ale teraz coś jest nie tak – twierdzi pani Sylwia. – Teren jest wyraźnie zaniedbany. Mało jest takich miejsc na naszym osiedlu i szkoda, że zrobiło się tutaj tak brzydko.

Niestety, zielonogórzanka ma rację. Na trawnikach przy skate parku trawa liczy mniej więcej pół metra wysokości. Nikt nie spryskał tego terenu więc roi się tam od kleszczy i innego robactwa.

– A co będzie jeśli dziecko zostanie ugryzione przez insekta? Nawet nie chcę myśleć, co będzie gdy kleszcze wejdzie pod skórę – mówi z przerażeniem pani Sylwia.

Podobnie zareagował pan Piotr, który kilka dni temu chciał pohasać z dziećmi na placu. – Z daleka wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale gdy podeszliśmy do stołu do gry w tenisa, zabroniłem dzieciom w ogóle się do niego zbliżać. Zabawa w tym miejscu to nic miłego – mówi pan Piotr. – Niestety, trawniki są tak zarośnięte, że przypominają już zwykłą łąkę, a nie teren rekreacyjny. Miasto tyle mówi o rewitalizacji terenów, a wystarczy zadbać o to co mamy. Po co wyrzucać pieniądze, jak wystarczy przypilnować tego co jest.

Czekają na jesień?

Niestety, obrazki z osiedla Pomorskiego nie są odosobnionym przypadkiem w naszym mieście. W wielu zakątkach miasta krzewy i trawy dawno nie widziały nad sobą ręki strzygącego je pracownika firm zajmujących się zielenią. I nikt nie potrafi tak naprawdę dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje. Mamy jednak nadzieje, że w urzędzie miasta nikt nie będzie chciał iść na przeczekanie do jesieni, gdy cała zieleń przestanie kwitnąć i rosnąć. Dla mieszkańców to byłby dramat, a koszt sprzątania zgniłej trawy i opadłych liści niebagatelny.

DANIEL SAWICKI