WINIARNIK

Felietony

Impresja przed tegorocznym Winobraniem

Kiedy Zieloną Górę opuścili Niemcy, przybyli do niej wysiedleńcy polscy z kresów. Byli oni również ciężko doświadczeni przez los jak Niemcy, ale ich gehenna trwała znacznie dłużej. Znaleźli się w obcym otoczeniu, utracili swoją ojczyznę, na kresach obrabowano ich z ziemi i nadziei.

Pobyt na Środkowym Nadodrzu traktowali jako tymczasowy. Żyli na walizkach, licząc na powrót. Niektórzy popadali w alkoholizm. Po latach zmienili zdanie. Czują się dziś Lubuszanami.

Obok Polaków z kresów do miasta przybyli również Wielkopolanie, Polacy w centralnej Polski, z Krakowa, Katowic i Opola. Robiło się społeczeństwo wielokulturowe. Łatwo nie było. Kwitło rozbójnictwo i alkoholizm, ale wielu było uczciwie. Barwną postacią drugiej połowy lat czterdziestych był Feliks Matysiak. Był zapalonym winiarzem, uczestnikiem pierwszych festynów winobraniowych. „Upajajmy się winem” – tak reklamował swój produkt – Tylko u Matysiaka – zachęcał do siebie .

W 1947 roku zachęcał obywateli do „Satyra” Jan Jesionkowski również znawca wina. „Satyr” mieścił się wówczas przy ulicy Generalissimusa 37, obecnie Aleja Niepodległości. Polecał gościom bogaty asortyment win rodzimych i importowanych.

Wielkopolanka oferowała obok gronowych trunków wieprzobicie oraz dancingi do rana.

Leon Sobkowiak restaurator i kiper był właścicielem znanych w mieście i okolicy winiarni „Zagłoba”. Tak się reklamował w 1948 roku: „Mój patron za kołnierz nie wylewał, kontusz i karabelę dumnie nosił, ojczyźnie służył i nikt go za to nie potępiał”.

Niech się święci winobranie!

Prof. WIESŁAW HŁADKIEWICZ + foto główka (była w poprzednich wydaniach)