Dziwny jest ten świat

Felietony News Bar News Box News Slider

Klęską dzisiejszego życia publicznego jest nienawiść, która dzieli obywateli Państwa na nieprzejednane obozy, postępuje z przeciwnikami politycznymi jak z ludźmi złej woli, poniewiera ich bez względu na godność człowieczą i narodową, zniesławia i ubija moralnie. Zamiast prawdy panoszy się kłamstwo, demagogia, oszczerstwo, nieszczery i niski sposób prowadzenia dyskusji i polemiki. Żądza władzy i prywata prowadzą bezwzględną walkę o rządy i stanowiska, a pozorują ją troską o Państwo, które zwykle odłamy polityczne utożsamiają z sobą. Chorobliwe podniecenie i namiętność polityczna zasłaniają spokojny sąd o ludziach i sprawach, mieszają politykę do wszystkiego, wszystko osądzają ze stanowiska partyjnego, wyolbrzymiają znaczenie wypadków publicznych, wnoszą niepokój w całe życie.” – tak pisał kard. August Hlond w liście pasterskim „O chrześcijańskie zasady życia państwowego”. I choć od przelania tych myśli na papier minęło 85 lat – nie straciły nic na swojej aktualności. Niestety.

Ostatnie wydarzenia polityczne związane z pakietem ustaw reformujących system sądownictwa w Polsce jak w soczewce skupiają wszystko to, co najgorsze w polskim życiu publicznym: brak dialogu, brak szacunku, argumenty ad personam zamiast ad rem, przemoc słowna i fizyczna (!), kłamstwo, rzucanie podejrzeń. Słowem: nienawiść. Nienawiść, która od wybrańców narodu: posłów, senatorów, ale często i samorządowców, działaczy politycznych szeroką falą rozlewa się po kraju, wywołuje niepokój i doprowadza do skrajnej polaryzacji Polaków. Słowa i działania polityków są wielokrotnie wzmacniane, powtarzane, często celowo wyolbrzymiane, przetwarzane przez mass media z jednej i drugiej strony sceny politycznej – to nic innego jak dalsze podlewanie sosem politycznej nienawiści, dorzucanie drew, aby w politycznym kotle wciąż wrzało. Cel jest jeden: zdeprecjonować, ośmieszyć przeciwnika politycznego, zniszczyć. Taka forma uprawiania polityki, w której aktywną rolę pełnią mass media – rolę nie tylko komentatorów, ale czasem wręcz kreatorów rzeczywistości – przenosi się na niższe poziomy życia publicznego, do samorządów, miejsc pracy, szkół, ba! burzy spokój nawet w rodzinach, niszcząc dialog oparty na rzeczowych argumentach i poszanowaniu adwersarza. „Kto z innego obozu, a zwłaszcza kto politycznym przeciwnikiem, tego uważa się na ogół za wroga. Nie uznaje się w nim nic dobrego, żadnych zalet, żadnych zasług. Przeciwnik musi być zły. […] W swoim obozie wszystko się toleruje, u przeciwników niemal wszystko się potępia. Wyklucza się nawet możność zgody i współpracy […]. Tak aż zbyt często bywa w walce o władzę i wpływy polityczne. Taka bywa nieraz zwykła polemika niepolityczna” – pisał kard. Hlond w innym liście z 1936 r. Boleśnie to aktualne.

W kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w przeddzień obchodów 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości – wielkich dla Polaków wydarzeń, które są elementem konstytuowania świadomości naszej wspólnoty narodowej – w głowę zachodzę, że my, Polacy wielokrotnie dotknięci przez historię, niszczeni przez totalitaryzmy, wojny, rozbiory – niczego się nie nauczyliśmy. W obliczu zagrożenia zewnętrznego, potrafimy być jednością, a w spokojnych czasach, zamiast budować i dbać o dobro wspólne, skaczemy sobie do gardeł. Za wieszczem Kochanowskim trzeba powtórzyć: Polak i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Ta nasza obywatelska niedojrzałość od wieków trwa i trwa, i co gorsza: ma się dobrze. Co zatem robić? „Ideałem obywateli katolików i działaczy politycznych powinno być dalej uzdrowienie życia politycznego z przywar, które je doprowadziły do opłakanego zdziczenia” – pisze kard. A. Hlond. – „Te szkodliwe przejawy powinny ustąpić pod działaniem etyki chrześcijańskiej, która niestety dziedziny życia publicznego jeszcze należycie nie przeniknęła”. Czy przeniknie? Czy zdąży przeniknąć? Nie wiem. Wiem za to co zrobić może już dziś Kowalski, Nowak czy zwyczajny Nieradka. „Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”.

Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie.

Jarosław Nieradka